

z nocnym przewodnikiem Lorim, widok z balkonu u niego rowniez
Po troszeczke ponad roku zafundowalismy sobie trzyosobowa powtorke z rozrywki wyjazdowej do Bordeaux. No dobrze, zafundowal nam Anthon, ktory potrzbowal towarzystwa do samochodu, ale to nawet lepiej ( a na pewno taniej) niz gdybysmy mieli fundowac sobie to sami. Biorac pod uwage moje srednio mile wspomnienia z zeszlorocznego wyjazdu (kiedy to wybralismy sie tam cala banda dwusamochodowa obchodzic urodziny Anthona) na samodzielne fundowanie sobie kolejnej takiej wycieczki raczej bym sie nie zdecydowala.
W zeszlym roku wybralismy sie bodajze w 10 osob, w tym niestety byly osoby wybitnie mnie irytujace i denerwujace i sprawiajace ze czasem palce mi sie same zamykaly w piesci. Moge z tymi osobami przebywac, a i owszem, bez najmniejszych problemow i nadmiernej irytacji i agresji – raz na pol roku na imprezie, gdzie oprocz nas jest conajmniej setka innych osob. Ale po zeszlorocznym dowsiadczeniu – 4 dni pod rzad, spiac w jednym domu, przemieszczajac sie jednym autem, przebywajac praktycznie non stop razem – NIE JESTEM W STANIE TEGO POWTORZYC.
z inicjatorem wycieczki Anthonem, a ponizej wspanialy Lori
Tym razem pojechalismy tylko w 3 osoby: Anthon, Rafa i moja skromna osoba.
I tym razem Bordeaux bylo piekne. Tym razem Bordeaux bylo sloneczne (prawie caly czas), tym razem bylo usmiechniete i wesole, radosne i dowcipne (to zapewne za sprawa dominikanskiego podejscia Rafy do zwiedzania), interesujace i ciekawe, czarujace i ujmujace, rozchodzone i roztanczone.
Anthon zajal sie slubem kolegi z wioski (w tym celu w ogole byl jego wyjazd, my bylismy tylko po to zeby nie zasnal prowadzac samochod – co nie bylo jego najlepszym pomyslem odnosnie mnie, gdyz sama zasnelam po 15 minutach drogi i laskawie obudzilam sie jak wjezdzalismy do Bordeaux) a nami zaopiekowal sie Laurent. Lori – czlowiek orkiestra – trenujacy jujutsu, capoeire, skateboarding, rower, NURKOWANIE, Bogjedenwie jakie jeszcze sporty, conajmniej 5 rodzajow tanca, uwielbiajacy czytac (nie wiem kiedy znajduje na to czas), prowadzacy wlasna firme, gotujacy, jezdzacy na motorze, spotykajacy sie ze znajomymi i nie wiem co jeszcze robiacy, ale nawet sypia czasami. Lori geltlmen, Lori ktory gwiazdke z nieba by przyniosl, byleby umilic swoim gosciom pobyt w Bordeaux (dowod – w sobote o 6 rano po powrocie z imprezy wyrazilam bardziej sama do siebie chec zjedzenia steku – po 3 minutach Lori juz smazyl 3 steki dla mnie wyciawszy wczesniej wszelkie czesci miesa ktorych nie lubie), Lori zawsze dotrzymujacy slowa (obiecal mi na niedziele wycieczke na polnoc na plaze na motocyklu, niestety w niedziele doslownie OBUDZILA nas zlewa nie z tej ziemy, co sila rzeczy uniemozliwilo wyjazd. Popoludniu bylo juz za pozno na jazde na plaze wiec Lori zafundowal mi przeurocza wycieczke objazdowa po okolicach – NIE powstrzymam sie od tej dygresji calkowicie pozbawionej skromnosci – jestem idealnym pasazerem Hondy. Naprawde. Nie wierce sie, nie trzese, nie boje, nie marudze ze kask zaslania moja sliczna buzie, nie marudze ze jedziemy za szybko, nie marudze na nic, skladam sie jak scyzoryk, generalnie owijam sobie usmiech dookola czaszki, grzecznie trzymam lapki na baku i jedyne dzwieki jakie wydaje to “juhuuuuuuu!!!” lub “plus vite, Lori, plus vite!!!”), Lori doskonale wiedzacy co Ola najbardziej lubia o poranku wiec budzacy mnie z zimnym redbullem w rece. Lori, Lori, Lori – calkowite zaprzeczenie glupiego, tepego, zapatrzonego w siebie i egoistycznego Francuza. Na naszej klasie napisalam ze Alex jest moim ulubionym Francuzem, ale juz zdecydowanie nim juz nie jest. W piatek juz po 40 minutach Lori przeskoczyl i zostwil daaaaaleko w tyle i Alexa i cala reszte Francuzow, ktora znam i generalnie wiekszosc ludzi, ktorych znam.
wesoly Dominikanczyk Rafa
Do Bordeaux zajechalismy w piatek o 1 nad ranem zwarci i gotowi na impreze (zwlaszcza fantastycznie wyspana Ola) zatem aby nie marnowac tego stanu niemal natychmiast sie na nia udalismy. Po probie dostania sie do dwoch klubow – do jednego dotarlismy tuz przed zamknieciem imprezy, do drugiego nie chciano nas wspuscic z powodu moich butow i wlosow Rafy) dotarlismy na bardzo sympatyczna imprezke elctro (czy ja napisalam ze elctro jest sympatyczne????!!!! Ojejej tak). W sobote pobudka redbullem i pol dnia (pierwsze pol spalismy) zwiedzanie Bordeaux z Rafa – conajmniej ekscytujace przezycie – polecam wszystkim zwiedzanie jakiekolwiek miejsca ze zdrowym typowym Dominikanczykiem, a wieczorkiem piknik nad rzeka i znow imprezka. Tanczenie salsy, bachaty, cha cha y tanga na ulicach (pierwszy raz w zyciu tanczylam na ulicy – to rowniez zaleta podrozowania z Dominikanczykiem).
W niedziele trzy pobudki – najpierw fatalnie deszczem, potem jeszcze gorzej – telefonem sluzbowym w poszukiwaniu auta w Niemczech i na koniec wyciaganie Ola z wyra za pomoca redbulla i jedzenia (czy wspominalam juz ze Lori jest wspanialy?? Hmm, tak??). Przeurocza wycieczka motocyklem po okolicach, kolacja i piwo w eks-portowych kajpkach i szybki zjad do domu siostry Anthona zdrzemnac sie chwile bo o 3 rano musielismy wyruszyc z powrotem do Barcelony. W zeszlym sie cieszylam na powrot do BCN, w tym nie ;)
to co Ola lubia i wielki metalowy kon z wiecznym katarem - fragment jednej z najpiekniejszych fontann Bordeaux
Wyjazd krotki i niespodziewany, ale bardzo bardzo bardzo mily i intensywny. Bordeaux jest sliczne. Polecam wszystkim, caly region jest przesliczny – ogromne pola winorosli na wzgorzach i winnice winnice winnice (w maju w Sant Emilion jest dzien otwary i piwnice niemal kazdego Chateau mozna zwiedzic jak i rowniez niemal kazde Chateau zaprasza na bezplatna degustacje i opowiesci winne.), a calosc w sloncu wygladajace po prostu przeslcznie. Cudne i czarujace francuskie male miastecka i wioski ze specyficzna architektura – budynki, na widok ktorych automatycznie wpada sie w zachwyt (polecam wolne jezdzenie po takich miejscach samochodem, poznym wieczorem sluchajac francuskiej poezji spiewanej lub czegos w stylu Manu Chao, ale po francusku – niesamowity klimat). Bordeaux miasto, ale jak malo miejskie w porownaniu z Barcelona czy Warszawa – urocze i magiczne (niestety rowniez drogie), na spacery i na spokojne siedzenie nad woda. Troche nieposprzatane (ok troche bardziej niz troche) na glownym deptaku, ale to akurat nie razi tak w oczy. Miasto wymieszane kulturowo, mozna odniesc wrazenie, ze nawet bardziej niz Barcelona wszelkie odmiany kultury i typow antropologicznych. I widok, ktory po przezyciu 2 kradziezy rowerow w Barcelonie – conajmniej fascynuje - mnostwo, mnostwo, mnostwo rowerow poprzypinanych do byle czego na jedna klodke!!!! Niezrozumiale dla mnie (I dla Rafy z reszta tez) do tej pory jest to – JAK TO SIE DZIEJE ZE ICH NIE KRADNA???!!!!! Dwoch Paki i dwoch Maroki z Barcelony mieliby tam wypas swojego zycia pod tym wzgledem.
Tym razem polecam polecam polecam. I doradzam palaczom kupienie papierosow w Polsce, lub nawet w Hiszpanii – widzialam tam ludzi placzacych w kioskach z papierosami, gdy zmuszeni byli dokonac zakupu ktorego zapomnieli dokonac w swoim kraju.
Na zdjeciach uczesnicy wycieczki i jeden wspanialy autochton, jak i rowniez kilka fragmentow Bordeaux.





No hay comentarios:
Publicar un comentario