lunes, 31 de mayo de 2010

GEOLODZY MOJEGO ZYCIA

Nie wszyscy wiedza, bo i nie ma sie czym chwalic. A jak nie ma sie czym chwalic, to lepiej zachowac w ciszy to czym nie ma sie czym chwalic. Najchetniej wycielo by sie kilka fragmentow z zyciorysu (tych, ktorymi nie ma co sie chwalic), a potem wyrzucilo lub oddalo do recyclingu. Pozostawiajac oczywiscie mile oklicznosci, niemilym oklicznosciom towarzyszace (nie, to nie jest bez sensu wbrew pozorom).

Na pierwsze skojarzenie dwie rzeczy mam, ktore bym z checia jak chwasty z babcinego ogrodka wyrwala ze swojego zycia - pierwszy weekend (poza kilkoma ostatnimi godzinami) Padi open Water oraz studiowanie geologii.

Nagroda za cierpienie na Padi Open Water miala byc satysfakcja i jak najbardziej ja mam i czuje sie swietnie w zwiazku z tym. Nagroda za studiowanie geologii miala byc wycieczka na Spitzbergen. Piekno Spitzbergenu widzialam. Tak. Na pieknych zdjeciach. Jedyne co ze studiowania geologii wynioslam to koszmary senne (co jakis czas nawet do tej pory budze sie doslownie zlana potem) na temat liczb wymiernych I prostych a przecinajach powierzchnie alfa w punkcie B.

Ok. Okolicznoscia wesola bylo wyniesienie w indeksie z archeologii 5 z egaminu z paleontologii. Druga wesola (choc czasem I fizycznie bolaca) byla niemal smierc mojej watroby. Bol byl conajmniej dokuczliwy aczkowiek oklicznosci jak do niego regularnie dochodzilo byly conajmniej wesole.

W kazdym przez te cale lata moja watroba juz zdazyla zapomniec o tym jak ja regularnie I konsekwentnie przez caly jeden semestr studiowania geologii poddawalam ja wymyslnym torturom, moj umysl zdazyl sie juz w miare pogodzic z tym, ze do najprostszych rownan matematycznych musze uzywac kalkulatora (najlepiej 3 razy), a moje postrzeganie rzeczywistosci juz zaakceptowalo postrzeganie rzeczy przezroczystych I czystych w D2 a nie w w D3 (szybkie wyjasnienie – mam bardzo ograniczone widzenie przestrzenne- np czysta szklanke widze na plasko I musze ja obmacac zeby sie upewnic ze to szklanka a nie plaski pionowy kawalek czystego szkla), a twarze zatarly mijajace dni, czas leczy rany jak to mowia.

W ten weekend jednak moja watroba wolala glosno “URATUUUUUJ MNIE!!!! OCAL MNIE!!!!!!!!!! WYRWIJ MNIE Z WLASNEGO CIALA I ZANIES DO DOMU, JA TAM GRZECZNIE POCZEKAM!!!!!!!!!!”, moj umysl co chwila sie musial upewniac iz w moim telefonie na pewno jest kalkulator gdyby trzeba bylo cos do siebie dodac lub odjac, a moja zdolnosc percepcji na nowa owladnela obcjesja macania szklanek – YEAP BABE GEOLODZY W MOIM MIESCIE!!!!!

Weekendowa wizyta pana Piotra I pana Domana omal nie usmiercila mojej watroby a dzis rano zlapalam sama siebie na obmacywaniu plastykowego kubka na wode (co gorsza ma on male zlobienia po srodku). Ale zaprzeczac nie bede – bylo milo I sympatycznie bardzo. Cieszy swiadomosc, ze choc lata leca watroby geologow nie ulegaja najmniejszej nawet zmianie (z drugiej strony caly czas jestem przekonana ze watroby geologow wykonane sa z tytanu wiec logicznym jest to ze nawet za 500 lat I watroba Piotra I watroba Domana caly czas beda smigac jak nowki). Zwiedzilismy Raval [dla nie zaznajomych z aglomeracja barcelonska – Raval to jedna z centralnych dzielnic miasta – najbardziej wymieszana narodowosciowo(od Hisndusow I Pakistanczykow, przez Meksykanczykow I Salwadorczykow po Polakow I Litwinow), wyznaniowo (od hindizmu przezislam do chrzescijan), zawodowo (od artystow przez urzednikow bankowych po tanie prostytutki I cerveza beer amigos), dzielnica z najwiekszym odestkiem kradziezy I prostytutek bez papierow – z tego powodu rowniez dzielnica z jednym z nielicznych w krajach rozwinietych oddzialem Lekarzy bez Granic, paradoksalnie dzielnica z najlepszymi barami w calej Katalonii, dzielnica gdzie gratis mozna dostac w ryj jak I rowniez tani haszysz etc etc etc )] weszlismy na wielkiego grubego metalowego kota (czekam na zdjecia) – symbol Ravalu, zwiedzilismy Gotico, zwiedzilismy El Born, zwiedzilismy bary, kebaby, kluby, place I schody. Co panowie zwiedzili samodzielnie I w dzien nie jestem pewna, ale imponujace jest samo to, ze na piechote przeszli z Gotico na Camp Nou, a ich milosc do FC Barcelona jest tak wielka Iz z braku meczu pilki noznej poszli na mecz koszykowki.

Nie jestem pewna czy to geolodzy czy Rafal I Waldek (ktorzy rowniez spedzili tu czesc weekendu – MATYLDA – Waldek byl bardzo grzeczny!!!!), ale na pewno jedni z nich przynosza szczescie – tym razem w postaci roweru gorskiego znalezionego (tak, pojecie “znalesc” moze miec bardzo rozlegla definicje) w nocy. Ciekawa jestem jak dlugo bede sie nim cieszyc, biorac pod uwage to, ze pierwszy mi ukradli po miesiacu, drugi po 10 dniach. Plus jest taki, ze tym razem musze zaplacic tylko za nowe klodki, bo przeciez rower gratis.

Generalnie dni mijaja szybko, duzo pracy, mnostwo pracy bez sensu. Pogoda piekna, slonce swieci, chodze w sandalkach I jest mi goraco w stopy. Od czasu do czasu zawitam w poskim sklepie I kupie jakas ksiazke (polecam “sprawiedliwosc owiec”Leonie Swann) I ogorki kiszone I piwo. Planuje rozne wyjazdy (Deder caly czas pisze sie na Meksyk), jestem blade I biala jak bylam. W polowie czerwca przyjezdza kolejny pan Geolog – pan Czarny I jego dredy. Staram sie wmowic mojej watrobie ze to nieprawda ale chyba nie dziala.

Aparat nadal jest popsuty a panowie Geolodzy chyba do czwartku nie beda mieli okazji przeslac zdjec kota. Wklejam tu zatem zdjecie Piotra obrazujace jekze poetycznie Geologow. I tym wesolym akcentem koncze wypowiedz i wracam do pracy

Olek

p.s. nadal nie mam zdjec w skafandrze pletwonurkowym, jak mi poprzysylaja wszyscy wszytkie zdjecia to zrobie wpis bez slow ale za to z wystawa.

p.s.s. A jednego z nich podrywal pan w dyskotece!!!

jueves, 13 de mayo de 2010

STALAM SIE SYRENKA!! Stefan dalam rady!!!









Zdjecie na samej gorze przedtawia jedna z form torturowania mnie w zeszly weekend, chlpiec na zdjeciu obok poprzedniego zdjecia jest ponad 2 razy mlodszy ode mnie, wazy mniej niz ja i ma mniej wiecej 3 razy wiecej sily. Nie, nie bylo to motywujace.
Kolejne zdjecie przedstawia miejsce, gdzie mnie torutrowana w pierwszy weekend, zdjecie na dole przedstawia Rafe, dzieku ktoremu zlemu samopoczuciu w sobote ja sie poczulam zdecydowanie lepiej. Na samej gorze po lewej wspomniany ponizej dziwny pies.



a!Ha! W ten weekend wydarzenia odpowiedzialy mi na kilka nurtujacych mnie wczesniej pytan. Czy mozna w widoczny sposob schudnac w ciagu 2 dni? Czy hiszpanska sluzba zdrowia jeszcze bedzie w stanie mnie czyms zaskoczyc? Czy skarpetki naprawde najszybciej schna gdy sie je wlozy pod bluze ktora ma sie na sobie?? (dobrze, wczesniej sie nad tym nie zastanawialam, ale gdybym tylko wpadla na to zagadnienie, zapewne bym mu sie bez reszty poswiecila) Czy jestem w stanie rzucic 6 kilo?? Czy moje mp3 sie naladuje, jezeli z braku laku podlacze je do ziemniaka??Czy metamorfoza ze slonia w syrenke jest mozliwa??

Mozna, jak najbardziej mozna widocznie schudnac w 2 dni. Wystarczy wyobrazic sobie, ze nurkowanie jest fantastyczne i zapisac sie na kurs, a na kursie wystarczy pokicac troche z 20 kg na sobie. Mozna.

Hiszpanska sluzba zdrowia jest mnie w stanie zaskoczyc. Jak najbardziej. Ale moze najpierw porusze inna kwestie (to tylko pozorna dygresja, naprawde!!). Co trzeba zrobic w Polsce aby kupic papierosy o 3 nad ranem? Pojsc z odpowiednia kwota pieniedzy do sklepu nocnego lub stacje bezynowa (nie analizuje skomplikowanych przypadkow gdy na przyklad nie mamy skonczonych 18 lat, poniewaz wtedy oczywiscie papierosow nie kupujemy ani o 3 nad ranem ani o zadnej innej porze!). Proste? Proste. Co natomiast moze zrobic zdesperowany palacz bez papierosow o 3 nad ranem w Hiszpanii? hmmmm...nic. Chyba ze spotka na ulicy kogos kto go papierosem poczestuje. W Hiszpanii bowiem papierosy mozna dostac (w sensie kupic) tylko na 2 sposoby - albo w specjalnym kiosku z papierosami, albo w barze / dyskotece z automatem z papierosami.

Jakiz ma to zwiazek ze sluzba zdrowia?? Otoz aby schudnac w widoczny sposob przez 2 dni poprzez kurs nurkowania (tak usiluje stworzyc sens w calosci swojej wypowiedzi), trzeba wyrobic sobie zaswiadczenie lekarskie, ktore mowi, ze nie ma medycznych przeciwskazan do takiej formy chudniecia. To logiczne. Procedura wyglada nastepujaco - dzwoni sie do odpowiedniej przychodni (dziekuje Rubenowi za namiary), umawia na wizyte, przygotowuje 20 euro (lub wiecej) i idzie z pustym zaswiadczeniem na miejsce. Ha!! I tu powstaje pytanie - SKAD SIE BIERZE PUSTE ZASWIADCZENIA???

Tak!!! Dokladnie!! Puste zawsiadczenia zakupuje sie za 3 euro z hakiem w kiosku z papierosami!!!! Czy tylko mi tutaj cos wydaje sie dziwne????????

W kazdym razie po takiej formie zakupu zaswiadczenia spodziewalam sie, ze lekarz od reki mi je za owe 20 euro wypisze. a tu nieszpodzianka! Lekarz mnie przebadal! Zajrzal w uszka, postukal w kosci policzkowe i gorne czesci oczodolow (po co?? po co??? po co??? prosze o wyjasnienie mi tej kwestii!!!!), poprzypinal jakies dziwne rzeczy do nadgarstkow i kostek i kazal robic brzuszki glosno je odliczajac.... etc etc etc. Tak, mialam zakwasy.

Po pol godzinie, kiedy to juz ledwo oddychalam od robienia brzuszkow (caly czas sie zastanaiwalam na co mi to??????) lekarz, ku mojej rozpaczy, oznajmil radosnie, ze nie ma dla mnie zadnych przeciwskazan odnosnie nurkowania.

W ten wlasnie sposob, caly czas zadziwiona faktem kupowania zaswiadczen medycznych w kiosku z papierosami, na wlasne zyczenie wyladowalam po raz drugi w L' Estartit. W piatek w nocy, tak ze lzami w oczach.

Instruktor, co bardzo milo z jego strony odebral nas z Girony, pojechalismy cos zjesc I napis sie piwa. Nie przydarzylo sie nic niezwyklego poza psem, ktorego mozna obejrzec na jednym z zalaczonych zdjec.

W sobote z samego rana – bo juz o 8:15 (¡!!!!!!! Co za barbarzynska pora, zwlaszcza jak na sobote!!!!) zaczelismy. Jedyne co pozytywne, to toz e tym razem Instruktor nie minal sie dyplomatycznie z prawda – powiedzial, ze nie bede musiala przejsc wiecej niz 10 krokow ze wszystkim i nie musialam. Pierwsze zanuzenie nie przynioslo jakiejs wiekszej niespodzianki. Bylo i marudzenie na lodce, i marudzenie przed zrobieniem “wielkiego kroku”, i klopot z zanuzeniem sie pod wode, i patrzenie z wyrzutem na Instruktora “jak mogles mi to zrobic??? Przeciez jestesmy kolegami!!!!” etc etc etc Jedyna nowoscia moze bylo to, ze przeszlam metamorfoze ze slonia w pileczke kalczukowa – a to ladujaca na samym dnie a to wyskakujaca do slonca z predkascia swiatla i dziwiaca sie “och jakie piekne slonce!! Ale czy aby na pewno powinnam je widziec z az tak bliska????”…

Skonczylo sie na tym, ze nie moglam sie sama wynurzyc I Instruktor musial mnie zlapac za lapy I wyciagnac.

Ale. – co zadziwiajace – nie plakalam, nie krzyczalam, nie rzucalam sprzetem (ok, przy tym zanurzeniu nie rzucalam sprzetem), nie przeklinalam, nie jeczalam ze to nie dla mnie, nie wmawialam Instruktorowi ani nikomu innemu, ze jestem sloniem ani nic takiego. Grzecznie wdrapalam sie z powrotem na lodke I zajelam rozmontowywaniem sprzetu. Nie powiem, zaskoczylam tym nawet sama siebie. Bylam w ten weekend tak zrelaksowana, ze doprawdy wcale mnie to nie ruszylo (no dobrze, prawie mnie nie ruszylo) – dziekuje Rafalowi ze rady na temat wyluzowania sie. Zadziwilo to mnie I wszystkich na czele z Instruktorem, ktory powiedzial “widze, ze znow jestes Ola troche zla na siebie…”. Odpowiedzialam, ze owszem, ale rowniez jestem zadziwiajaco zrelaksowana I dlatego nie rusza mnie to tak bardzo jak poprzednio. Instruktor jakby nie dal sie zwiesc pozorom gdyz powiedzial “ I nie bedziesz plakac? Krzyczec? Rzucac sprzetem? Jeczec? …..”

Otoz nie! Nie zrobilam nic z tego! Zapewne pomoglo mi rowniez to, ze Rafa – moj kursowy partner poczul sie conajmniej zle, rzucal sie pod woda, musial wyplynac wczesniej i generalnie nie czul sie dobrze. To straszne, wiem, ale przeciez nikt nie staje sie idealem w jeden tydzien prawda??

Od drugiego zanurzenia naprwde zaczynam sie powaznie zastanawiac nad uwierzeniem w cuda. Nie wiem jak to sie stalo (CALY CZAS!!!!) – wychodzilo mi! Przez 95% czasu spedzonego pod woda czasu utrzymalam sie pomiedzy dnem a sloncem! I to w dodatku na wysokosci zblizonej do wysokosci, na ktorej utrzymywal sie Instruktor! Wiekszosc cwiczen wykonalam poprawnie! Wprawdzie machalam nogami jak zdesperowany topielec ale coz z tego, jezeli mi sie udalo I utrzymac I rozmieszyc wszystkich niemal do lez (nie jest latwo smiac sie majac to dziwne urzadzenie do oddychania w ustach).

Oczywiscie byly klopoty. Na przyklad w cwieczeniach na powierzchni tym razem. Ale z drugiej strony – milo jest wiedziec ze jestem na tyle silna by bedac w wodzie byc zdolna jednoczesnie przeklinac I rzucac szescioma kilo obciazenia. Oczywiscie bardzo, ale to bardzo mi pomogla swiadomosc, ze Rafa caly czas sie zle czul, ale przeciez wspominalam juz ze w ciagu tygodnia nie mozna stac sie idealem ;) Nadrobilam to grzecznie sprzatajac I swoj sprzet I sprzet Rafy.

Od drugiego zanurzenia juz wszystko szlo conajmniej dobrze. I nie moglam wyjsc z podziwu nad tym I nie moglam caly czas zrozumiec jak to sie dzieje, ale czy to wazne? Rzecz jasna nie obeszlo sie bez bledow, ktore Instruktor na moje wlasne zyczenie wymienil wszystko, aczkowiek na pytanie “ to co bylo ok????” ( zaznaczam ze nie dodalam desperackiego “do cholery” ani zadnego innego poetycko wzmacniajacego znaczenie zwrotu) moje kobiece ego zostalo conajmniej poglaskane odpowiedzia “hmmm conajmniej ok wygladasz w skawandrze”. Tak, to plytkie, wiem. Ale po pierwsze – to fakt (tak wiem, musze popracowac nad skromnoscia, poza tym wygladam w skawndrze swietnie, ale tylko do momentu, w ktorym wkladam reszte sprzetu, bo w tym momencie zaczynam wygladac komicznie), a po drugie zostaly mi tez wymienione rzeczy, ktore wykonalam dobrze I o dziwo ich liczba znacznie przewyzszala liczbe rzeczy, ktore wykonalam zle.



cudotworca wymeczony zajeciami z nami i cudotworca wypoczety

Trzecie zanurzenie wyszlo fantastycznie, czwarte rowniez. Oczywiscie moje “fantastycznie” nie jest rownoznaczne ze slownikowa definicja tego slowa, ale wyszlo fantastycznie! Wczesniej isntruktor znal jedynie 3 slowa po polsku “boskie nurkowanie” (hehehe po roku czasu jak go poznalam nie bylo to slowo “nurkowanie” ale “nulkowlanie” lub cos podobnego J )I trzecie slowo, ktorego nie bede przytaczac ale zna je 99, 9 % obcokrakowcow. Wspominalam juz, ze instructor jest pojetny? W zeszlym tygodniu jak mi zaczelo wychodzic tak sie ucieszyl, ze z 3 lub 5 razy (nie jest to duzo, ale przypomne, ze zaczelo mi wychodzic pod koniec ostatnich zajec) pytal sie sie mnie “Ola, boskie nurkowanie, si??”. W ten weekend zostal przeze mnie zmuszony do przyjecia nowego slowka – “zajebiscie” (nawet nie wyobrazacie sobie ile klopotu Hiszpanie maja z wypowiedzeniem tego slowka, nie mowiac juz o slowku “zszywacz” lub “pieczatka”), lazilam za nim jak glupek radosnie podskakujac I wypytujac caly czas"zajebiscie?? Pedro zajebiscie?? ZAjebiscie???”. Z kazdym potwierdzeniem “Si, Ola, si – zajebiscie” podskakiwalam jeszcze bardziej. Nie jestem pewna czy biedak nie bedzie mial koszmarow zwiazanych ze slowem “zajebiscie”…

Nie trudno sie domyslic – spodobalo mi sie. Spodobalo mi sie zarowno to co jest w wodzie – zblizanie i oddalanie pyska i lapy od rozgwiazdy i patrzenie czy rozgwiazda jakos zareaguje (nie zareagowala L ), lawice rybek, pojedyncze rybki, i te bardziej kolorowe i te mniej kolorowe (za ostatnim zanurzeniem wydaje mi sie, ze juz nawet prawidlowo machalam kopytkami), roslinki, kamyczki, skalki, wawoziki, zalamywanie sie swiatla, kolory, inni nurkowie nawet mi sie spodobali. Spokoj i cisza, ktore panuja na dole, gdy nie panikuje, daje mi mnostwo spokoju i radosci (gdy mi wychodzi trudno mnie utrzymac w ciszy i jeszcze trudniej zdjac mi z pyska glupkowaty usmiech). A wszystko co zostalo w Barcelonie i nie jest wcale pozytywne – w ciagu kilku sekund znika. Magia. Zapewne kazda osoba, ktora doswiadczyla radosci jaka daje nurkowanie moglaby powiedziec to samo, ale tak naprawde to mi osobiscie trudno jest znalesc slowa, ktorymi mozna opisac to uczucie, ktore sie w sobie ma pod woda, nie jestem nawet pewna czy takie slowa istnieja. Ktos mi powiedzial, ze bucear es amor (nurkowanie to milosc) – gdy pierwszy raz to uslyszlam, a bylo to zaraz po nieudanych probach zeszlego tygosnia, mialam po pierwsze ochote plakac (coz za niespodziaka) a po drugie kompletnie nie rozumialam tego.

Teraz jestem sklonna przyznac tej osobie racje. Nie mowie, ze przyznam racje, gdyz mysle, ze zycie ma jeszcze wiele niespodzianek dla mnie, ale jestem duzo bardziej za niz przeciw.

Nurkowanie jest fantastyczne, jakby to ujal Instruktor – zajebiste! Ale nie wiem kiedy znow sie na nie zdecyduje. Owszem czyms niesamowitym jest pokonywanie wlasnych barier I strachu( tak Wujku, obiecuje znalesc jakas fajna scianke I wrocic do wspinaczki!) I chorej ambicji, o ktorym bylo sie swiecie przekonanym, ze jest nie do pokonania (ok, caly czas sie trzese jak osika na brzegu lodki tuz przez wejsciem do wody), nie do opisania poprawnie I odpowiednio jest swiat podwodny, ale… Nie wiem czy jestem na to gotowa juz. Pokonywanie wlasnego strachu I barier (ok, braku kondycji I lenistwa rowniez) kosztuej bardzo duzo wewnetrznego wysilku. Poza tym nie wiem, czy zdecydowalabym sie zanurzyc z kimkolwiek innym niz ten konkretny Instruktor (I znow – NIE SPLYCAM JEGO ROLI DO JEGO WYGLADU!!!!!!). Gdybym mogla osobiscie przyznawac tytul Mistera Cierpliwosci – Pedro otrzymalby go z moich rak na conajmniej najblizsze 10 lat. Gdyby kurs trawl dluzej, zapewne przynalabym mu ten tytul. Problem w tym, ze gdy pierwszy instruktor wzbudza takie zaufanie, trudno miec potem cos podobnego do jakiegokowiek innego.

Swiadomosc tego, ze moze sie to zrobic, ba! Ze moze sie to zrobic I ze jeszcze robienie tego moze sie spodobac dala mi mnostwo energii na rozwiazywanie barcelonskich problemom, a za jeden podstawowy zamierzam sie zabrac juz jutro wieczorem!

W kazdym razie w niedziele doszlam do wniosku, ze metamorfoza ze slonia w syrenke jest mozliwa. Kosztuje duzo wysilku, przechodzi sie przez posrednia faze pileczki kauczukowej – ale mozna to zrobic. Od niedzieli jestem dyplowana SYRENKA MORSKA (caly czas nie mam zdjec w skawandrze gdyz cierpliwie czekam az Rafa je zrzuci ze swojego aparatu). Czy skarpetki szybciej schna pod bluza – nie wiem, tak slyszlam, ale nie wiem wciaz czy to przypadkiem nie byl dowcip. 6 kiloma moge rzucic, bez wiekszych problemow. Jednak co do ziemniaka nie wiem – w domu byl tylko czosnek I cebula…

Na zakonczenie zalaczam kilka fotek. Odkrylam ze lodka dla pletwonurkow jest fantastycznym miejscem na robienie zdjec, czego nie omieszkam wykorzystac. Ale po pierwsze – najpierw naprawie aparat (niestety znow sie popsul), a po drugie dam Instruktorowi troche odpoczac po tym kursie zanim napisze z ta jakze radonsa prosba…


Dobra, nie wiem jak powiekszyc te male literki.... :P


lunes, 3 de mayo de 2010

NURKOWANIE


Wiec aby nie rzucac slow na wiatr...

W ten weekend dotknelam nowego sportu (tak jakbym wczesniej sie ich naprobowala prawie wszystkich) – nurkowania. Jezeli ktos uwaza, ze nurkowanie jest takie proste i piekne jak wszystkich filmach marki BBC, to sie myli. Ja bylam (z cala swiadomoscia uzytego czasu przeszlego) jedna z tych osob, az do momento, w ktorych nie zalozono na mnie 18 kg wagi (pragne przypomniec, a tym co nie wiedza – nadmienic – tak jest to niemal polowa mojej wagi) I kazano przejsc sie z tym az do basenu a potem wejsc do wody (bynajmniej nie po schodkach).

Na poczatku obiecano, nie przepraszam – obiecano to za duze slowo, a moj instruktor jest zdecydowanie zbyt inteligentny zeby uzywac w zwiazku ze mna slowa “obiecywac” oraz innych wariacji na ten temat. Zatem na poczatku powiedziano mi, ze z tym obciazeniem bede musiala zrobic tylko (TYLKO) 4 KROKI. Co oczywiscie jest conajmniej ominieciem prawdy I to o jakies 50 do 70 krokow.

Dla osoby takiej jak ja – czyli nie ogarniajacej zadnych sportow poza ogladaniem meczy pilki noznej I wspominaniem zawodow w ping pongu – nurkowanie jest bardzo, ale to bardzo trudne. 20 km dziennie na rowerze (zanim mi ukradli drugi rower oczywiscie) naprawde nie zmienia nic. Przez wiekszosc zajec praktycznych czulam sie zdecydowanie tak jakbym na sile probowala zrobic cos co jest kompletnie kompletnie KOMPLETNIE nie dla mnie. Jak slon ktory wyobraza sobie ze moze byc baletnica. A slon przeciez nie moze byc baletnica, poniewaz jest sloniem. Pierwszy prosty wniosek nasunal mi sie po pierwszych zajeciach na basenie – JESTEM SLONIEM NURKOWANIA.

Nie wyszlo mi ani klekniecie na dnie, ani chyba zadne inne cwiczenia. Za to doskonale wyszlo mi “udawanie odwroconego zolwia ninji” (cytat z instruktora), ba, nawet perfekcyjnie dodalam kilka wlasnych atrakcji w postaci rozpaczliwego I dramatycznego machania wszystkimi konczynami. Nie wyszlo mi rowniez wejscie do basenu z pomoca uczynienia jednego dlugiego kroku (jak mozna wchodzac do basenu wyladowac w wodzie placeckiem?? Jesli ktos jest mi w stanie udzielic logicznej odpowiedzi na to pytanie, bede niezmiernie wdzieczna), ale za to perfekcyjnie udalo mi sie marudzenie przynajmniej 15 minut na brzegu basenu (instruktor tiwerdzi, ze bylo to 10 sekund, ale instruktor jest po prostu mily). Po pierwszym dniu chcialam plakac. Dziekuje bardzo Karolinie za zadzwonienie do mnie I wysluchanie moich placzliwych jekow.

Pierwsze zajecia drugiego dnia nie przyniosly poprawy (przyniosly jedynie wielki podziw dla cierpliwosci instruktora). Nie bylam w stanie dogadac sie z wlasna maska tak by zakrywala mi oczy w sposob na tyle dobry by nie wciekala mi do nich caly czas woda. Nie potrafilam wykonac poprawnie zadnego cwiczenia. Moja chora ambicja ucierpiala do tego stopnia, ze w pewnym momencie wyplynelam (jezeli silne odbicie sie od dna mozna nazwac ambitnie wyplynieciem), rzucilam maska I rurka (tak to jedyny sprzet, ktorym ja jestem w stanie rzucac) I rozplakalam sie, ze nurkowanie nie jest dla mnie. Plakalam conajmniej 4 – 5 razy, ale tylko raz jawnie!

W czasie 3 zajeciec w basenie musielismy zdjac caly sprzet pod powoda i zalozyc go z powrotem na plecy. Zdjecie nie stanowilo nadmiernego problem. Zalozenie nie wiem czy by stanowilo. Nie zdazylam sie o tym przekonac poniewaz natychmiast po zdjeciu dzaketu I butli wyrzulo mnie na gore. Jedyne co zdazylam zrobic to chwycic instruktora za jego skafander (tak bylo to kompletnie bez sensu I logiki) – jedenascie lat na fortepianie uczynilo moje palce jedyna silna czescia mojego ciala ;) Calosc udalo mi sie zalozyc tylko I wylacznie dzieki temu, ze instruktor przyciskal mnie (wrazenie mam ze calym swoim cialem – w sensie z ogromna sila, ale za wrazenie to zapewne odpowiada moja wyobrazia) do dna.

I potem nagle zdazyl sie cud. W penym momencie zaczelam wykonywac to wszystko dobrze(ok przesadzam z tym “wszystkim”)!Nie mam pojecia jak to zalapalam, ale cos takiego ma wplyw na calosc mnie – z zaplakanej, zalamanej, apatycznej, zniecheconej, powloczacej ngami, rozzalonej, rozczarowanej, walczacej ze lzami i nic nie mowiacej malej Oli z powrotem wsepuje we mnie energía i radosc.

Generalnie nurkowanie bylo ogromnym zaskoczeniem dla mnie. Wyglada pieknie i latwo - na filmach( a niektorych wyglada nawet romantycznie). Ale w rzeczywistoci kosztowalo mnie mnostwo. Wysilku fizycznego – dzwigac 16 czy 18 kg na sobie nie jest rzecza ktora robie czesto, jestem raczej z tych osob , ktore wola poczekac 2 godziny na lotnisku az ktos je odbierze I pociagnie walizke niz robic to samodzielnie) I przede wszystkim walki z wlasna chora ambicja. Przyzwyczajona do bycia najlepsza we wszytskim, kosztowalo mnie ogromny wysilek zaakceptowanie tego, ze cos mi nie wychodzi od reki, a co gorsza, jest ktos kto to robi lepiej. Dla ludzi z problemem przerostu ambici nie docieraja argumenty racjonalne I logiczne – ze cos wymaga wiecej czasu, wprawy, praktyki. To chyba kosztowalo mnie najwiecej. Ani chwili nie pomyslalam, zeby sie zabrac I wracac do domu, za to non stop myslalam “co ja tu do cholery robie jezeli wszyscy wszystko robia lepiej niz ja??!! I jak to jest mozliwe??!!”.

W przyszly weekend zajecia w morzu, czego w chwili obecnej sobie nie wyobrazam.

Na zakonczenie wstawiam zdjecie instruktora (poniewaz pomiedzy plakaniem i przeklinaniem nie pomyslalam, zeby postarac sie o zdjecie samej siebie) – cechujacego sie jak widac nieprzecietnie atrakcyjnym usmiechem (poza tym, ze po spedzeniu 3 miesiecy na Borneo wyglada jak tost!!!!!), co uwazam jest conajmniej wazne w przypadku instruktorow sportow takich jak nurkowanie. Dobry instruktor to dobry motywator :P Ale zeby nikt mi nie zarzucil zadnych bzdur – NIE SMIEM NAWET SPLYCAC JEGO ROLI DO JEGO WYGLADU. Pedro jest niesamowitym instruktorem I nie znam nikogo bardziej cierpliwego! Ja na jego miescu prawdopodobnie sama bym siebie wykopala z powrotem do Barcelony (jezeli nie do Warszawy) po pierwszych 15 minutach w basenie tudziez po pierwszych 15 pytaniach na wykladach (zadawanych ze srednia predkoscia kilkanascie na minute) pod tytulem “ a co to znaczy?” lub “ a to? Co to znaczy?”.

yo

Wiec zakladam bloga. Nie jest to wyraz artyzmu mojego umyslu, nie jest to miejsce gdzie wypisujac szalenstwa, ktore mam w glowie bede probowala znormalniec, nie jest to miejsce na moje wywody filozoficzne (mam nadzieje). Jest to po prostu wyraz mojego prostego, niczym nie skrepowanego, swobodnego LENISTWA.

Blog zostal zalozony dla przyjaciol, znajomych, znajomych znajomych, a takze wszystkich ludzi, ktorym wisze wiadomosci co u mnie slychac.

Zdaje sobie sprawe iz mieszkanie 2644 km od Warszawy nie jest wytlumaczenien, w zaleglosciach w wiadomosciach tudziez calkowitym ich braku. Bardzo przepraszam. Staram sie jak moge, ale nie jestem w stanie pisac do kazdego z osobna wiadomosci a nie chce byc conajmniej niekulturalna i wysylac masowo tej samej wiadomosci (wyobrazacie sobie jakiz to bylby wstyd gdybym ja rowniez pomylila imiona??????).

Z tych ze wlasnie powodow zakladam tegoz bloga. Bede sie starac na nim w miare regularnie pisac co umnie, a takze w miare mozliwosci postaram sie go uzupelnic o wydarzenia poprzedzajace.

Blog najprawdopodobniej rowniez jedynie w jednym jezyku. tak. z LENISTWA! ;)