
Nie wszyscy wiedza, bo i nie ma sie czym chwalic. A jak nie ma sie czym chwalic, to lepiej zachowac w ciszy to czym nie ma sie czym chwalic. Najchetniej wycielo by sie kilka fragmentow z zyciorysu (tych, ktorymi nie ma co sie chwalic), a potem wyrzucilo lub oddalo do recyclingu. Pozostawiajac oczywiscie mile oklicznosci, niemilym oklicznosciom towarzyszace (nie, to nie jest bez sensu wbrew pozorom).
Na pierwsze skojarzenie dwie rzeczy mam, ktore bym z checia jak chwasty z babcinego ogrodka wyrwala ze swojego zycia - pierwszy weekend (poza kilkoma ostatnimi godzinami) Padi open Water oraz studiowanie geologii.
Nagroda za cierpienie na Padi Open Water miala byc satysfakcja i jak najbardziej ja mam i czuje sie swietnie w zwiazku z tym. Nagroda za studiowanie geologii miala byc wycieczka na Spitzbergen. Piekno Spitzbergenu widzialam. Tak. Na pieknych zdjeciach. Jedyne co ze studiowania geologii wynioslam to koszmary senne (co jakis czas nawet do tej pory budze sie doslownie zlana potem) na temat liczb wymiernych I prostych a przecinajach powierzchnie alfa w punkcie B.
Ok. Okolicznoscia wesola bylo wyniesienie w indeksie z archeologii 5 z egaminu z paleontologii. Druga wesola (choc czasem I fizycznie bolaca) byla niemal smierc mojej watroby. Bol byl conajmniej dokuczliwy aczkowiek oklicznosci jak do niego regularnie dochodzilo byly conajmniej wesole.
W kazdym przez te cale lata moja watroba juz zdazyla zapomniec o tym jak ja regularnie I konsekwentnie przez caly jeden semestr studiowania geologii poddawalam ja wymyslnym torturom, moj umysl zdazyl sie juz w miare pogodzic z tym, ze do najprostszych rownan matematycznych musze uzywac kalkulatora (najlepiej 3 razy), a moje postrzeganie rzeczywistosci juz zaakceptowalo postrzeganie rzeczy przezroczystych I czystych w D2 a nie w w D3 (szybkie wyjasnienie – mam bardzo ograniczone widzenie przestrzenne- np czysta szklanke widze na plasko I musze ja obmacac zeby sie upewnic ze to szklanka a nie plaski pionowy kawalek czystego szkla), a twarze zatarly mijajace dni, czas leczy rany jak to mowia.
W ten weekend jednak moja watroba wolala glosno “URATUUUUUJ MNIE!!!! OCAL MNIE!!!!!!!!!! WYRWIJ MNIE Z WLASNEGO CIALA I ZANIES DO DOMU, JA TAM GRZECZNIE POCZEKAM!!!!!!!!!!”, moj umysl co chwila sie musial upewniac iz w moim telefonie na pewno jest kalkulator gdyby trzeba bylo cos do siebie dodac lub odjac, a moja zdolnosc percepcji na nowa owladnela obcjesja macania szklanek – YEAP BABE GEOLODZY W MOIM MIESCIE!!!!!
Weekendowa wizyta pana Piotra I pana Domana omal nie usmiercila mojej watroby a dzis rano zlapalam sama siebie na obmacywaniu plastykowego kubka na wode (co gorsza ma on male zlobienia po srodku). Ale zaprzeczac nie bede – bylo milo I sympatycznie bardzo. Cieszy swiadomosc, ze choc lata leca watroby geologow nie ulegaja najmniejszej nawet zmianie (z drugiej strony caly czas jestem przekonana ze watroby geologow wykonane sa z tytanu wiec logicznym jest to ze nawet za 500 lat I watroba Piotra I watroba Domana caly czas beda smigac jak nowki). Zwiedzilismy Raval [dla nie zaznajomych z aglomeracja barcelonska – Raval to jedna z centralnych dzielnic miasta – najbardziej wymieszana narodowosciowo(od Hisndusow I Pakistanczykow, przez Meksykanczykow I Salwadorczykow po Polakow I Litwinow), wyznaniowo (od hindizmu przezislam do chrzescijan), zawodowo (od artystow przez urzednikow bankowych po tanie prostytutki I cerveza beer amigos), dzielnica z najwiekszym odestkiem kradziezy I prostytutek bez papierow – z tego powodu rowniez dzielnica z jednym z nielicznych w krajach rozwinietych oddzialem Lekarzy bez Granic, paradoksalnie dzielnica z najlepszymi barami w calej Katalonii, dzielnica gdzie gratis mozna dostac w ryj jak I rowniez tani haszysz etc etc etc )] weszlismy na wielkiego grubego metalowego kota (czekam na zdjecia) – symbol Ravalu, zwiedzilismy Gotico, zwiedzilismy El Born, zwiedzilismy bary, kebaby, kluby, place I schody. Co panowie zwiedzili samodzielnie I w dzien nie jestem pewna, ale imponujace jest samo to, ze na piechote przeszli z Gotico na Camp Nou, a ich milosc do FC Barcelona jest tak wielka Iz z braku meczu pilki noznej poszli na mecz koszykowki.
Nie jestem pewna czy to geolodzy czy Rafal I Waldek (ktorzy rowniez spedzili tu czesc weekendu – MATYLDA – Waldek byl bardzo grzeczny!!!!), ale na pewno jedni z nich przynosza szczescie – tym razem w postaci roweru gorskiego znalezionego (tak, pojecie “znalesc” moze miec bardzo rozlegla definicje) w nocy. Ciekawa jestem jak dlugo bede sie nim cieszyc, biorac pod uwage to, ze pierwszy mi ukradli po miesiacu, drugi po 10 dniach. Plus jest taki, ze tym razem musze zaplacic tylko za nowe klodki, bo przeciez rower gratis.
Generalnie dni mijaja szybko, duzo pracy, mnostwo pracy bez sensu. Pogoda piekna, slonce swieci, chodze w sandalkach I jest mi goraco w stopy. Od czasu do czasu zawitam w poskim sklepie I kupie jakas ksiazke (polecam “sprawiedliwosc owiec”Leonie Swann) I ogorki kiszone I piwo. Planuje rozne wyjazdy (Deder caly czas pisze sie na Meksyk), jestem blade I biala jak bylam. W polowie czerwca przyjezdza kolejny pan Geolog – pan Czarny I jego dredy. Staram sie wmowic mojej watrobie ze to nieprawda ale chyba nie dziala.
Aparat nadal jest popsuty a panowie Geolodzy chyba do czwartku nie beda mieli okazji przeslac zdjec kota. Wklejam tu zatem zdjecie Piotra obrazujace jekze poetycznie Geologow. I tym wesolym akcentem koncze wypowiedz i wracam do pracy
Olek
p.s. nadal nie mam zdjec w skafandrze pletwonurkowym, jak mi poprzysylaja wszyscy wszytkie zdjecia to zrobie wpis bez slow ale za to z wystawa.
p.s.s. A jednego z nich podrywal pan w dyskotece!!!
