martes, 26 de octubre de 2010

Z SERII KATALONSKIE CIEKAWOSTKI 2 – CORREFOC

Nie przerwanie od 1871 roku Barcelona we wrzesniu obchodzi swoje swieto LA MERCË. Obecnie Mercé obchodzi sie okolo tygodnia, poczatkowo byl to jeden dzien: 24 wrzesnia (obecnie dzien ten jest zawsze wolny od pracy i trudno jest znalezc cokolwiek poza “chino-sami” i “paki” otwartego. 24 marca jest dniem patronki Barcelony - Virgen de la Merced ( Dziewica Milosci tudziez Laskawosci w bezposrednim tlumaczeniu) – Mare de Deu de la Merce Vendrell – po katalonsku.

W 1902 roku do obchodow Merce wprowadzono nowe atrakcje w postaci na przyklad Gigantow Katalonii (http://es.wikipedia.org/wiki/Archivo:Gigantes_Barcelona.jpg ), pierwszego konkursu castelles (http://es.wikipedia.org/wiki/Archivo:3d9f_castellers_de_barcelona.jpg) czy tez popularyzacje typowego dla regionu tanca : SARDANA

Sardana tanczy sie tak (naprawde ogladanie jakiegokowiek filmu w tym temacie jest zbedne, caly taniec wyglada dokladnie TAK):

w butach takich:

ç

lub takich:

Ironia jest calkiem na miescu, nawet sami Katalonczycy twierdza, ze to najnudniejszy taniec na swiecie.

Obecnie jak juz wspomnialam Merce obchodzi sie okolo tygodnia, na terenie calej Barcelony. Organizowane sa koncerty – naczesciej grup katalonskich takich jak juz wielokrotnie wspomniana grupa Rumby Catalana – La Troba Kung fu (dla przypomnienia: http://www.youtube.com/watch?v=Wd8pQS0WXFY , pan wokalista jest bardzo przystojny, ladnie spiewa i przede wszystkim ma AKORDEON ), ale nie tylko, wystawy, pokazy, imprezy, pokazy swiatlo i lasery i muzyka etc etc . A wsrod tego organizuje sie najslyniejszy ze wszystkich correfocow – correfoc de Mercé.

W gwoli szybkiego wyjasnienia co to jest correfoc:

JEST TO TLUM (PRAWDOPODOBNIE CHORYCH NA UMYSLE, PONIEWAZ ZDROWI NA UMYSLE NA PEWNO BY NA TO NIE WPADLI) LUDZI POPRZEBIERANYCH ZA DIABLY I INNE DZIWNE STWORY, TLUM TEN PRZEPLATANY JEST ROZNYMI OGROMNYMI DZIWNYMI STWORAMI PRZEZ TEN TLUM CIAGNACYMI I PCHANYMI, JAK I ROWNIEZ PRZEPLATANY JEST Z ORKIESTRAMI PERKUSYJNYMI, A CALY TEN TLUM TRZYMA W REKACH TYSIACE (TYSIACE TYSIECY) PETARD I INNYCH EFEKTOW PIROTECHNICZNYCH. I CALY TEN TLUM, Z TYMI TYSIACAMI PETARD, POTWOROW, ROGOW, SZTUCZNYCH OGNII (KTORYMI OBERWANIE JEDNAK BOLI – WIEM BO W ZESZLYM ROKU OBERWALAM PO PLECACH TAKIM SZTUCZNYM OGNIEM I PRZEZ 3 TYGODNIE SIE TO NIE CHCIALO ZAGOIC NIC A NIC A BLIZNE MAM DO TEJ PORY ) I BEBNOW GONI INNYCH TLUM (TEZ PRAWDOPODOBNIE CHORYCH NA UMYSLE) – OKRYTYCH OD STOP DO GLOW CHCAC ICH PRZYGRZAC OGNIEM.

Diably szykujace sie do akcji

perkusisci szykujacy sie do akcji

jeden z pchanych i ciagnietych potworow w akcji

Nie zartuje.

Samo slowo “correfoc” wywodzi sie od katalonskiego “córrer” – biegac (hiszpanskie “correr”) i “foc” – ogien (hiszpanskie “fuego”). Correfoc wywodzi sie z dwunastowiecznego “BALL DE DIABLES” – Tanca Diablow (hiszp. BAILES DE DIABLOS) - jednej z nastarszych tradycji Katalonii, gdzie ogien byl wielobarwnym symbolem – od oczyszczajacego (ognie w czysciu) po karzacym (ognie piekielne). W wieku XX po dyktaturze ludzie zwani cercavilas (poslancy obrani na kolorowo robiacy bardzo duzo halasu przenoszac nowiny) zaczeli sie mieszac z ludzmi tworzacymi ludzkie wieze (castelles, zdjecie w jednym z linkow powyzej) jak i z rowniez z innymi artystami bioracymi udzial w La Mercé. I tak w skrocie ogromnym powstal obecny CORREFOC ( chociaz samo slowo “correfoc” pojawilo sie dopiero 1977 roku uzyte przez druzyne Diablos de Clot – Clot to jedna z dzielnic Barcelony).

skoki i harce w ogniu

Obecnie Correfoc jest spektakularny. Nikt obdarzony w tradycyjnym pojeciu normlanym i zdrowym mozgiem by na wymyslenie Correfocu nie wpadl, wiec logiczne jest to ze jest to wymysl Katalonski. Przez mniej wiecej 2 godziny wzdluz jednej z glownych ulic (VIA LAIETANA) biegna tlumy: wrzeszczac, skaczac, grajac, krzyczac, rzucajac sie. Za tymi tlumami wesolo skacza diably z ogniami i probuja tlumy poprzypalac. Miedzy tlumami i diablami pchane sa ogromne potwory – ktore – o dziwo – rowniez chca tlumy poprzypalac. Czasem tlumy zbieraja sie na odwage i same masochistycznie podbiegaja do Diablow, po czym jak juz dobiegna to grzecznie sie kula zeby nie dac sie przypalic na buzi i innych strategicznych punktach ciala. A przez to wszystko non stop przewijaja sie grupy perkusyjne robiace jeszcze wiecej halasu. CHAOS CHAOS CHAOS. Po dwoch godzinach mozna sie poczuc zmeczonym jak po dobrym dniu pielgrzymkowym. A po mniej wiecej dwoch godzinach i wszystkich tlumach i Diablach, potworach i grupach perkusyjnych przejezdzaja ciezarowki z woda i sprzataja wsio (co i tak im nie do konca wychodzi). Kolezanka Czeszka byla tak przerazona ze caly correfoc przesiedziala w recepcji hotelowej jednego z hoteli.

pozdrowienia od Diablow

ten mi chcial efektownie zapozowac do zjecia, ale srednio wyszlo

tak odwazny tlum sie kuli przy Diablach

a tak tlum przed Diablami ucieka:

Doswiadczenie bardzo, ze tak powiem, interesujace. Jesli nikt nie boi sie o wlasne cialo (w szczegolnosci o skore i stopy – nikt nie patrzy na co stapa kiedy ucieka przed diablem oraz uszy- halas, halas, halas ) – to zapraszam za rok. Prosze sie zaopatrzec w okulary – najlepiej narciarskie, czapki i chusty, I jak najbardziej zniszczone urbrania.

I jeszcze jeden

I jeszcze raz:


I na zakonczenie wytlumaczenie dlaczego miejscowi tak czesto uzywaja pogardliwie slowa " Guiri" (oznacza ono turyste, poczatkowo pogardliwie sie tak wyrazano o turystas z USA, obecnie sie tak wyraza albo czule i z sympatia albo pogardliwie o idiotach). Pan po nizej NA PEWNO nie jest Katalonczykiem (moze sa oni dziwni i czasem wrecz nienormalni, ale na pewno nie sa idiotami), na pewno nie jest Hiszpanem (nawet Katalonczycy nie maja Hiszpanow za takich idiotow), a za to na pewno jest GUIRI (jak na moje oko Niemcy i te okolice i nie chodzi o to, ze nie lubie Niemcow, ale o to ze oni zawsze sie tak zachowuja.). W kazdym razie jezeli chce sie miech zachowana skore nie nalezy na correfocu zachowywac sie jak ten idiota (zostal on z reszta delikanie przez Diably wywleczony na bok)


lunes, 25 de octubre de 2010

WEHIKUL CZASU

Obiecalam wysnuc opowiesc o wycieczce do Perpignan wiec wlasnie usiluje slowa dotrzymac.

Tydzien po powrocie z Malagi wybralam sie spedzic weekend w Perpignan. Do Perpignan mozna sie dostac z Barcelony na kilka sposobow, aczkowiek najbardziej praktyczny jest chyba pociag – w przeciwienstwie do PKP, nawet podmiejskie renfe jest na tyle wygodne, ze mozna spokojnie spac cala droge. Pociagiem mozna pojechac na 2 sposoby – albo bezposrednio za 38 euro, albo z przesiadka na granicy za 18 euro. Nie zarabiam zle, ale 20 euro wole wydac w barze niz na pociag, zwlaszcza, ze Cerbere (granica) jest naprawde czarujace.

Cerbere po lewej stojac buzia do morza

Cerbere majac stacje za plecami

Cerbere (po katalonsku: Cervera de la Merenola) jest miastem granicznym, polozonym juz po stronie francuskiej, pierwsze miasto we francuskiej Katalonii – jak na 1487 mieszkancow (dane z 1999 roku) wisi tu naprawde duzo katalonskich flag. Dogadac mozna sie po francusku oczywisice, po katalonsku – jeszcze bardziej oczywiscie, po angielsku na migi – z Panem w barze kanapkowym i po hiszpansku jedynie z jedna pania w kasie na stacji. Miasteczko jest malutkie malutkie malutkie, polozone na zbaczach czarujacej czarujacej czarujacej zatoczki. Miasteczko jest do tego stopnia malutkie, ze nawet schody dostaja miano ulic. Naprawde.

Jedna z nielicznych uliczek Cerbere, ktora nie jest schodami


z serii sporty ekstremalne: wycieczka w koturnach po kamieniach. Tylko w Cerbere.

Z obiektow do ogladania w Cerbere znajduja sie 2. Jeden to nieczynny juz hotel Belvedere du Rayon Vert, wybudowany w latach 1928-1932, w stylu Art Deco, autorsta architekta Leon Baille. Oraz jako obiekt drugi park Naturalny : Reserve Naturelle Cerbere – Banyuls – Sur – Mer (storzony 1974 roku) – podobno raj dla pletwonurkow – osobiscie nie wiem, spedzilam w Cerbere ledwie 3 godziny.

Wyzej wspomniany Hotel. Polowa niego znajduje sie dokladnie nad torami, gdy w pociagu siedzi sie przodem do kierunku jazdy ma sie wrazenie, ze w jezdza sie w stary opuszczony hotel.

I na temat Cerbere to wsio. Nie sadze aby dalo sie tam spedzic dluzej niz weekend. Nie wiecej jednak niz 30 minut w poaciagu na wschod od Cerbere znajduje sie Perpignan ( po katalonsku Perpinyá ).


Jedna z uliczek tuz przy centrum starowki w Perpignan

Moze obraze tu wielbicieli malych francuskich miasteczek - ale Perpignan wcale ale to wcale mi sie nie podobalo. Nie ma klimatu Biordeaux i okolic, nie ma klimatu miasteczek Prowansji, w ogole nie ma pozytywnego klimatu. Niby ma wszystko zeby ten klimat miec – zadbane budynki i trawniki, male uliczki, cos na ksztalt starowki, rzeke w srodku miasteczke z bulwarem po obu brzegach, punki z pieskami, artystow, kawiarenki, bary, niby jest posprzatane etc etc… ale… CZEGOS BRAKUJE. Nie to zeby odpychalo i zmuszalo do wyjazdu na leb na szyje, ale czegos brakuje. Jak na dawna stolice Krolestwa Majorki – rozczarowuje.

uliczne Punki w kapeli, nie powiem, oni akurat byli conajmniej fantastyczni i zdecywanie poprawiali obraz Perpignan jako calosci.

Olek w czasie lazenia po miescie

Rzeka jest, na brzegu rzeki jest sliczny zadbany zielony trawnik, ale nie mozna na niego wejsc, bo wszystkie wejscia sa zamkniete. Nie ma to z reszta wiekszego znaczenia, poniewaz sama rzeka tak smierdzi, ze nie sadze zeby dalo sie wytrzymac na trawniku. Do informacji turystycznej trzeba isc, isc, isc, isc, isc, isc I isc I moze jeszcze isc. Jak na miasto o liczebnosci 116 700 obywateli (dane z 2004 roku) zdecydowanie za duzo trzeba isc. Co roku w Perpigan odbywa sie jeden z najwazniejszych na swiecie festiwali fotografii reportazowej. Z tego wlasnie powodu miasto nad rzeka wystawilo na sznurkach kilka duzych fotografii. Niestety zaczepiono je tylko u gory, czego resutatem przy drobnym podmuchu wiatru bylo zawiiecie sie ich wokol sznurka przeciagnietego z jednego przegu na drugi. Pokoj w ktorym mieszkalismy mial bardzo ladny taras (z kojczykiem dla dziecka) … na korytarz. Ale darowanemu koniowi w zeby nie zagladam ;)

Ta fontanna jest bardzo ladna, niestety rowniez w niej woda smierdzi jak nagla zaraza

wiecej zdjec z tego wyjazdu:

http://www.facebook.com/album.php?aid=2066222&id=1008017375&l=8027844ca5


Poza tym nie pojechalam tam wysiadywac na tarasie (dlugo z powodu braku doplywu powietrza pewnie bym nie wytrzymala) ani wachac rzeke, tylko przyjechalam tam zobaczyc sie z Grzesiem Komarem jak i rowniez przyjechalam na 22 º Festival International du Photojounalisme. Wystawy byly porozsiewane po calym miescie, wiec aby do nich dotrzec zwiedzalo sie rowniez miasto (tutaj troszeczke o festiwalu w poprzednim roku: http://www.rfi.fr/culturefr/pages/001/page_429.asp) . Nie wszystkie wystawy zachwycaly, nie wszystkie sie podobaly, niektore mialy wzruszajace historie, ale zdjecia je psuly. Ale te kilka, ktore zwalily z nog (np. O poligamii w jeden z sekt Stanow Zjednoczonych, o Sekwojach, o Islamie) warte byly pobytu w Perpignani wachania rzeki.

Grzes przygladajacy sie zdjeciu.

A poza tym prawdziwa przyjemoscia bylo spotkanie sie z Grzesiem, jedzenie pizzy, pasty I picia piwa I sluchania plot I nowosci. Grzes caly czas jest tak samo czarujacy I umjmujacy jak wczesniej (nie da sie tego inaczej opisac). I mam nadzieje, ze to sie nie zmieni.

Grzes udajacy, ze go nie ma

Grzes udajacy macho w promienach slona

miércoles, 6 de octubre de 2010

PAN INSTRUKTOR I JEGO LINA I JEGO LINIA




Pan Instruktor to ten Pan co sie wspina(ma swoja line i linie) i opowiada o wspinaniu sie i nurkowaniu i o tym jak ze swoich dwoch pasji zrobil swoje zycie i prace hdp.

Wszechogarniajace uczucie zazdrosci, ktorego z Nuria dostalysmy ogladajac to - bezcenne.

viernes, 1 de octubre de 2010

Z SERII: KATALONSKIE CIEKAWOSTKI

Male analizy socjologino lingwistyczne by Olek

W niniejszej serii pragne zwrocic Panstwa uwage na czasem drobne, czasem mniej drobne, a czasem zupelnie ogromne katalonskie ciekawostki, dzieki ktorym coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, iz katalonska nacja, wsrod ktorej zyje, nie jest do konca normalna.

Ciekawostki czasem subtelne jak morska bryza o poranku na slonecznej plazy i ciekawostki silne niczym tsunami zmiatajace miasta z powierzchni ziemi.

Mieszkajac w miescie tak wymieszanym kultorowo i rasowo jak Barcelona niemal dwa lata, po jakims czasie mozna juz bezblednie na ulicach rozpoznac Katalonczykow. I nie mowie tutaj o tym, ze trzeba za nimi isc w odleglosci 30 cm zeby posluchac czy mowia po katalonsku czy nie i na tej podstawie wyciagnac wiosek “ tak to Katalonczycy!” – z reszta znam tu na przyklad dwoch chlopcow – Cosmina z Rumunii i Gabora z Wegier, ktorzy porozumiewaja sie miedzy soba wylacznie po katalonsku (nie, nie sa normalni). Katalonczycy wyrozniaja sie postawa, spojrzeniem, strojem, dodatkami w postaci bizuterii etc etc i czesto duma, ktora z nich wrecz wyplywa oczami i uszami i emanuje z kazdego pora skornego. Nie da sie tego opisac slowami, a przynajmniej ja nie potrafie, ale tak jest. Trzeba mi zaufac i juz.

Prawdziwy Katalonczyk nie nauczyl sie sam mowic po hiszpansku (castellano, nie uzywaja slowa “ espanol” – uzywaja slowa”castellano”) – prawdziwy Katalonczyk wychowal sie w domu, gdzie mowi sie po katalonsku a do nauczenia sie hiszpanskiego ZMUSILI GO w szkole. I generalnie jak tak teraz ze mna rozmawia po hiszpansku, to on sie conajmniej poswieca i cierpi okrutnie, bo dla niego to jest bardzo bardzo obcy jezyk (autentycznie mialam taka sytuacje w Gironie, gdzie pewien pan co 3 minuty rozmowy mowil mi o swoim poswieceniu i cierpieniu wobec mnie gdy mowi do mnie po hiszpansku). Prawdziwy Katalonczyk nienawidzi monarchii – krol moze sobie byc gdzies tam, ale jak przyjedzie tu do mojego kraju to mu poderzne gardlo (to z kolei tlumacznie jednej z piosenek jednego z punkowych zespolow z Poble Nou). Prawdziwy Katalonczyk nie mieszka w Hiszpanii, prawdziwy Katalonczyk mieszka w Katalonii, ktorej stolica jest Barcelona i jak go odwiedzasz to odwiedzasz jego kraj KATALONIE, w zadnym razie nie Hiszpanie. Prawdziwy Katalonczyk nie swietowal Mistrzostwa Swiata w pilce noznej, prawdziwy Katalonczyk nie kibicowal reprezentacji Hiszpanii, poniewaz prawdziwy Katalonczyk nie mieszka w Hiszpanii ale mieszka w Katalonii… Prawdziwy Katalonczyk uzywa jako pociagu podmiejskiego FGC – kolei KATALONSKIEJ, ewentualnie renfe rodadiles – ale w zadnym razie nie renfe cercanías – tak jak w reszcie Hiszpanii. Prawdziwy Katalonczyk chce formalnego rozlaczenia z Hiszpania. Prawdziwy Katalonczyk chce Ibrahimovica (i kazdego innego obcokrajowca) nauczyc katalonskiego, bo go boli wewnetrznie mowienie w castellano (patrz wyzej), a poza tym ten obcokrajowiec przeciez przyjechal do KATALONII a nie do Hiszpanii!

Przyklady takie mozna mnozyc tysiacami, tysiace jest tez katalonskich flag w barcelonskich oknach i porecach barcelonskich balkonach.

W zeszly czwartek dowiedzialam sie, ze Katalonczycy, socjologicznie, potrafia byc bardzo podobni do Chilijczykow. Aby czuc sie w Chile jak u siebie tez potrzeba pokolen. Wczesniej wydawalo mi sie, ze Katalonczycy dziela sie na Katalonczykow i cala reszte swiata. Ale to nie jest prawda – jak w dowcipie w sprytnym lisku. Katalonczycy dziela sie na Katalonczykow, prawie Katalonczykow i cala reszte (chyba ze zostane nauczona nowego slowka). Javier (na zdjeciu Pan bez jednego oka) nauczyl mnie nowego slowka: CHARNEGO (po katalonsku XARNEGO – uderzajaca roznica prawda??). Charnego ma dwa znaczenia: po pierwsze oznacza emigrantow z innych regionow hiszpanii, ktorzy nie przystosowali sie do zycia i kultury katalonskiej – i w tym sensie jest to okreslenie pogardliwe. Drugie znaczeniem okresla sie ludzi, urodzonych juz w Katalonii, ale z rodzicow z poza Katalonii – ale nie z poza Hiszpanii. W tym sensie z reszta tez jest to okreslenie z deka pogardliwe. Przy odrobinie inteligencji uzywajacego moze byc okresleniem dowcipnym na zasadzie uzycia okreslenia “guiri”. Ach! Slowo CHARNEGO rowniez dotyczy pokolenia wnukow. Ktos sie juz zgubil??

W kazdym razie ma to cos w sobie. Tak jak w w wiekszosci przypadkow patrzac na ludzi tutaj umiem juz powiedziec kto jest Katalonczykie a kto nie (tylko bez posadzania o rasizm prosze :P) tak poznawszy Javiera (Prawdziwy Katalonczyk przedstawil by sie z reszta jako Xavier ;) ) wpatrywalam sie w niego przez pierwsze 40 minut jak glupi w ser zastanawiajac sie “Katalonczyk czy nie Katalonczyk??”. Im wiecej piwa tym wieksza intensywnosci mysli i wpatrywania sie w Javiera i tym mniej rozwiazania problemu. Az w koncu Javier sam, lekko zawstydzony sie spytal “Ola, a dlaczego Ty sie tak bardzo na mnie patrzysz??”. Odpowiedzialam “Poniewaz Javier, ja sie bardzo zastanawiam czy Ty jestes stad czy nie”. A Javier wtedy mnie zaskoczyl jak malo kto mowiac “hahaha Ola no niby tak a niby nie! Ja jestem CHARNEGO. Ja sie urodzilem w Katalonii, ale moi rodzice sa z Badajoz [czyli – mala geograficzna metáfora Ola – rodzicow Javiera mozna niemal po katalonsku brazic nazywajac ich Portugalczykami]”.

Tak to wlasnie mala Olek z duzym piwem w rece zostala po raz kolejny niemal zwalona z nog katalonska ciekawostka.