jueves, 28 de abril de 2011

Wiosna przyszla

A przesilenie odbilo do glowy. W zwiazku ze wzrastajacym stresem zwiazanym z praca, przewoznikami, klientami, glupimy kierowcami i kilkoma innymi irytujacymi rzeczami, w zwiazku z tym wszystkim zaczal mi rowniez wzrastac poziom agresji do rozmiarow niemal niekontrolowalnych. Stalam sie mistrzem rzucania sluchawka z glosnym przeklenstem na ustach, stalam sie mistrzem trzaskania drzwiami w swoim pokoju i krzyczenia “potrzebuje godziny bycia samej”, stalam sie mistrzem atakowania mlodych ludzi w metrze (mlodzi ludzie w metrze maja tu irytujacy zwyczaj nie kupowania biletow tylko wchodzenia na cudzym nawet bez zapytania czy moga, po jakims czasie to irytuje, poniewaz mi mojego biletu nie oferuja gratis za piekne oczy) , stalam sie mistrzem agresywnych odpowiedzi na forum couchsurfingu, stalam sie mistrzem wyklocania sie z paniami, ktore probowaly mi sie wepchnac w kolejke w supermarkecie, stalam sie mistrzem bycia postrachem wsrod biednych robotnikow remontujacych fasade naszego budynku (na ich nieszczescie moj balkon wychodzi wlasnie na ta strone), stalam sie mistrzem agresywnego oduczania swoich kolegow Katalonczykow mowienia do mnie po katalonsku etc etc etc. Generalnie stalam sie malo sypmatyczna i malo mila i malo empatyczna, a juz w szczegolnosci na zagadywanie do mnie po katalonsku.

Gdy Manu i Eli zaczeli zachowywac sie w domu jak myszy pod miotla, zeby przypadkiem mnie nie rozdraznic postanowilam cos z tym zrobic i zapisac sie na jakis sport (heheh juz samo to slowo w polaczeniu z Ola brzmi komicznie); basen, nurkowanie, joga, silownia etc nie pomogly – zmeczyly ale nie wyzbyly agresji. Spedzilam zatem dwa dni na rozmyslaniu co by tu zrobic az w koncu wymyslilam sobie kick boxing. Znalawzszy szkole kick boxingu na miejscu zostalam namowiona na Mauy Thai – bo skoro przede wszystkim chce sie wyzyc to lepiej i bic i kopac niz tylko kopac. Dopiero w domu inteligentnie Wladca Dziwnych Slowek mnie oswiecil ze Mauy Thai to boks tajski, ale stiwerdzilam ze skoro juz lekka reka wyrzucilam z konta 100 euro wpisowego , to glupota bedzie nie sprobowac. I tak to juz od MIESIACA , 3 (slownie TRZY) razy w tygodniu (a czasem nawet i wiecej, zalezy od wewnetrznej potrzeby) zasowam na boks tajski i bije i kopie albo ogromny (ale to ogroooomny) worek treningowy albo trenera (nota bene 5-krotnego mistrza swiata!!!- ten to dopiero opanowal swoja agresje). I upowazniam sama siebie po miesiacu juz do wyciagniecia pewnych wnioskow :

1. 1. Nie kazdy sport sie wygodnie uprawia w bojowkach ¾. Jednym z tych sportow jest jest bosk tajski

2. 2.Aby przez 3 minuty skakac na skakance potrzeba wiecej niz miesiaca treningow

3. 3.Aby robic pompki na rowni z chlopcami rowniez potrzeba wiecej niz miesiaca treningow

4. 4.Ale wystarczy zrobic 5 pompek by zaimponowac samej sobie i uslyszec od trenera “dobrze Tygrysie, ale mozesz wiecej”

5. 5.Z workiem treningowym wcale sie tak latwo nie rozmawia, ale za bez trudu moge go “rozkrecic”

6. 6.Worek treningowy tez potrafi bic I kopac, a przede wszystkim przerazac

7. 7.Moj trener jest rowniez lekarzem medycyny sportowej i wie kiedy symuluje skubany( " daj spokoj Ola, w ten sposob, nawet gdybys nie wiem jak chciala to nie moglabys sie skrzywdzic wiec nie jecz mi tu, ze cie boli")

8. 8.Reaguje na glupie przezwiska i troche mniej glupie polecenia typu “podnies sie Karate Kid I wracaj do worka”

9. 9.90 % moich znajomych nie wierzy ze trenuje boks tajski (choc naprawde juz mnie to nie obchodzi)

10. 10.Wladca Dziwnych Slowek nadal sie mnie nie boi chociaz bardzo sie staram.

11. 11.Posiadanie malych rak daje duzo oszczednosci – damskie rekawice san a mnie za duze, a rekawice dla malych chlopcow (ktorych oczywiscie uzywam:P) sa o polowe tansze

12.12.Jak obwiazuje sobie lapy tasmami to moge sie poczuc jak Van Damme w Kickboxerze

13. 13. Nie, nie wygladam jak Chuck Norris

14. 14.Chudne, wlasciwie moglabym zrezygnowac z diety, ale juz sie do niej przyzwyczailam

15. 15. Chudne tak, ze znow moge nosic spodnie z zeszlego roku

16. 16. Lubie bic i kopac, im wiecej tym lepiej.

17. 17.Mam fantastycznego trenera, oprocz tego ze zawsze mi mowi “Mocniej Tygrysie, wiem, ze mozesz mocniej!!!” to jeszcze w dodatku nie obraza sie myle strone lewa z prawa i wale go centralnie w twarz. Ktory z moich kolegow by tak potrafil??

18. 18. Wyzywam sie, wiecej sie usmiecham, mniej psiocze, mniej klne, mniej atakuje

19. 19. Nauczylam sie doslownie smiac (razem z niemal cala sala treningowa na czele z trenenrem) z wlasnych upadkow – im bardziej skomplikowanie kopniecie tym bardziej efektowny i widowiskowy upadek Ola)

20. 20. Nawet Wladca Dziwnych Slowek juz sie czuje pewniej wchodzac ze mna do metra


I generalnie moglabym tak wymieniac godzinami, ale wszystko zmiesci sie w tym – ZE MI SIE, KURDE, PODOBA i naprawde zmniejsza poziom agresji!!


a tu taki tam obrazek:

A to moj trener po jakis zawodach, mistrzostwach swiata czy cos :p
i nie, nie mam pojecia dlaczego sa podwojne cyferki, w domu sie tym zajme

viernes, 15 de abril de 2011

Tak toz wlasnie



Tak wlasnie Xavi Wladca Dziwnych Slowek naprawial mojego laptopa.

Potem wzial laptopa Manu, ktory tez jest popsuty (laptop, nie Manu), popatrzyl, przybral bardzo powazna mine, sprobowal podlaczyc laptopa, pozmienial kabelki, wyjal baterie, sprobowal podlaczyc, wlozyl baterie z powrotem i z bardzo powazna mina zdiagnozowal problem mowiac “popsul sie”.

UWAGA!! UWAGA!! POSZUKUJE SIE W BARCELONIE INFORMATYKA Z MNIEJSZYMI MOZLIWOSCIAMI PRZELYKOWYMI NIZ WLADCA DZIWNYCH SLOWEK!!!!

miércoles, 13 de abril de 2011

I jesli mysl czy uczucie zostawie tam jakies, plakac nie bede

Nastepnego dnia z rana wyruszmy by podziwiac Kerepakupi Merú (heheheh jedne z nielicznych slow, ktore przyswoilam w jezyku pemon) – Salto del Angel – najwyzszy wodospad na swiecie. Liczy sobie 979 metrow (zmierzone w 1942 roku przez National Geografic) – miejsce pielgrzymek wielbicieli skokow B.A.S.E. (nie spotkalam zadnego, a informacje o tym tak naprawde wyczytalam w Wikipedii). Wodospad zostal odkryty w 1935 roku przez amerykanskiego pilota Jimy’iego Angela (do tej pory mozna obejrzec jego samolot [oryginalny!!!] na lotnisku w Ciudad Bolivar], gdy szukal zlota. Musial awaryjnie ladowac w poblizu, ponoc przedarcie sie przez dzungle zajelo mu 11 dni. Zlota nie znalazl, ale Salto del Angel tez mozna uznac za ciekawe odkrycie.

Planowany czas podrozy to 7- 9 godzin. Lodka. Na poczatku do lodki pakowane sa plecaki i jedzenie, potem plecaki zabezpieczane sa ogromna plastykowa plachta, obwiazywane etc etc a na samym koncu w lodce umieszczani sa ludzie – od najwiekszych i najwiecej wazacych po najmniejszych i najmniiej wazacych. Oczywiscie wraz z koncem zabezpieczania plecakow uswiadamiam sobie radosnie iz mam ze soba tylko jeden aparat i to w dadatku bez baterii na zmiane (wszystko przez przedwczesna pobudke). A przewodnik Toni ma jeszcze bardziej obrazony wyraz twarzy niz wczoraj

Mimo to dzielnie zbieram sie w sobie, podchodze i wdzieczac sie pytam czy aby nie daloby sie wyciagnac na chwilke mojego plecaka celem wyciagniecie z niego karty, baterii, aparatu... Czuje, po prostu az fizycznie czuje jak w myslach przewodnik Toni mnie brutalnie i dlugo morduje. Ale dalej walecznie stoje i sie wdziecze. Po minucie dlugiej jak caly dzien, przewodnik Toni w koncu stwierdza “wiesz mi to wszystko jedno, ale chlopaki, ktorzy pakowali bagaze moga sie wscieknac”. Patrze zatem na pierwszego z brzegu “chlopaka”, ktory to pakowal nasze bagaze ¡ moim oczom ukazuje sie najlagodniejsza buzia jaka chyba w zyciu spotkalam (zdecydowanie nie ma korzeni na Mokotowie Dolnym hehe) a reszta jego ciala przywodzi mi tylko jedna mysl: “o jej, jaki paczus!!”. Grzecznie pytam, czy daloby sie jakos tak ten plecak i w ogole, a Rois (bo tak chlopiec przypominajacy paczka ma na imie) z usmiechem mowi, ze alez nie ma sprawy, bez problemu, bez klopotu.

Uzbrojona w 2 aparaty, wszystkie mozliwe baterie i karty radosnie usadawiam sie w lodce, wielce ucieszona faktem, ze przewdnik Toni (caly czas obrazony) posadzil mnie na samym niemal dziobie (na samym dziobie siedzial Rois z z pagajem). Moja radosc trwala mniej wiecej 10 minut, poniewaz po 10 minutach odkrylam iz dziub jest najwyzej polozonym miejscem w lodce, a co za tym idzie najbardziej narazonym na przemoczenie. Czego po 10 minutach doznalam. Kompletnie. Wiekszosc czasu zamiast robic zdjecia zwalajacym z nog pejzarzom chronie oba aparaty, baterie, karty etc etc I dodatkowo jeszcze papierosy Luisa. Rozkosznie.

Ale mimo kompletnego przemokniecia, mimo ciagle obrazonej miny przewodnika Toniego, za nic nie trace doskonalego humoru, a wrecz nabieram energii. Wystrzeliwuje do Roisa pytania na temat mijanych miejsc/ gor/ rzeczek/ polanek z predkoscia kalasznikowa, a Rois z usmiechem zdziwienia od ucha do ucha i ogromna cierpliowscia odpowiada na kazde. Poznaje wszytskie nazwy i w jezyku pemon i po hiszpansku. Nie wiem ile Rois mi bajek naopowiadal, ale to nie zmienia faktu, ze czuje sie blogo.





niesamowity widok, przez dobrych kilka kilometrow "ciagnela sie" zielona dzungla i nagle "wyskakiwalo" rozowe drzewo.




Dwie drogi istnieja do Salto del Angel – jedna avionetka za 550 bolivarow i druga lodka. Lodka plynie sie bardzo przyjemnie. Pierwsze 2 godziny. Mozna podziwiac laki, gory, male osady (na przyklad malutka osade zlozona z 3 rodzin, bez pradu, bez internetu ), potem na chwilke zaczynaja sie schody w postaci kamieni i niskiego poziomu wody (generalnie o tej porze roku poziom wody w tym regionie jest bardzo niski i podroz do wodospadu, ktora 3 miesiace pozniej zajmuje maks 4 godziny, o tej porze roku to wlasnie jakies 9 godzin z raftiningiem wstecznym). Na pierwszym przystanku my pokonujemy kilka metrow na piechote a “chlopaki” probuja przetransportowac lodke. Probuja raz. I drugi. I trzeci. I czwarty. I jedyne co osiagaja to mini tsunami na rzece – wyglada interesujaco, ale nie dziala.



Decyzja zbiorowa wracamy do lodki i zabieramy bagaze. A “chlopaki” znow probuje. I raz.drugi. I trzeci. To byla najbardziej skondensowana ilosc tsunami na rzece w calym moim zyciu. Kolejna decyzja wszystcy chlopcy pomagaja w przepchnieciu lodki. Kilka prob, kilka tsunami, mnostwo wody ale jest ! Udalo sie! Austriak jak go prad zlapal to gdyby sie skaly nie zlapal to by z powrotem w Canaimie wyplynal. A przynajmniej tak wygladal.



A przewodnik Toni nadal obrazony.

Radosnie rozpoczynamy ciag dalszy podrozy. Mijamy tez kilku miejscowych: jednego filozofa:

I jednego rybaka-

Czym on lowil i jak on lowil niech mnie nikt nie pyta, poniewaz nie wiem. Powiedzieli, ze lowi, to zaakceptowalam.

Niesety Rois chyba zmeczyl sie moimi pytaniami, bo na jego miejscu laduje Toni. Nie, nie zadalam juz wielu pytan.Za kazdym razem gdy probowalam, zostawalam tak zmrozona wzrokiem, ze sie grzecznie zamykalam i grzecznie skakalam po lodcie robiac za balast, do przodu – do tylu.



Niski poziom wody zaczynamy gwaltownie odczuwac, gdy skrecamy z jednej rzeki w druga. Nagle zaczyna byc widac dno, tak bardzo widac dno, ze gdym sie przechylila bylabym w stanie zapewne go dotkac, silnik zaczyna rysowac po kamieniach i wydawac dziwne dzwieki. I coz robic? Lodke pchac trzeba jesli mamy doplynac na miejsce. Wiec pchamy.

I pchamy


I pchamy

To znaczy chlopcy pchaja, bo dziewczynki nie.

A przewodnik Toni nadal obrazony.

Od czasu do czasu tylko rzuca morderczo obrazone spojrzenia. Raz do mnie zagadal i patrzac z niekreslonym (ale na pewno nie przyjaznym) wyrazem twarzy na efekty slonca na mojej skorze zapytal “posmarowalas sie kremem z filtrem??”, “tak, 60- tka”, odpowiedzialam, a Toni odparl “ok” i sie odwrocil mamroczac pod nosem “ tiaaa, jak sie posmarowalas tak jak poprzednim razem, to moje gratulacje”. I tak nam rozkosznie mija dzien. Oczywiscie widoki sa sliczne.

Az w koncu popoludniu dopychamy lodke do celu. Po 5 godzinach popychania zostalo juz tylko 1.5 godzinki marszu por gorke.

Zostajemy z Gabi i Enzolem w tyle, by Enzol mogl zlapac dech po 5 godzinach raftingu odwrotnego (popychania lodki gdyby nikt sie nie domyslil .p) gdy nagle niewiadomo skad (potem sie przekonalam ze z nim nigdy nie bylo wiadomo skad) pojawia sie Przewodnik Toni bez butow i zaczyna nas pospieszac twierdzac, ze jak bedziemy sie w takim tempie poruszac to nawet do jutra wieczor nie dojdziemy. Najpierw mierzy morderczym wzrokiem Gabi i Enzola a potem patrzy na mnie a jego oczy mowia wszystko “ahaa, juz widze, jak ty miejska ksiezniczko tam dotrzec jeszcze dzisiaj. A jezeli jakos dotrzesz to te jeki ze zmeczenia pewnie bede w Ciudad Bolivarze slyszec.”. I w tym momencie cos we mnie peka, mowie kolejna inteligentna inaczej mysl typu “moglbys byc troche milszy, bo jak jestes taki niemily to to nie jest mile ty okropny hobbicie [ bo byl bez butow] z Canaimy” i uderzam na szlak. A rozpedzilam sie tak, ze oprocz podziwiana dzungli to zatrzymalam sie dopiero na skale widokowej i tylko dlatego, ze widok zwalil mnie z znog.A na dodatek ropedzilam sie tak, ze bylam tam pierwsza. 15 minut pozniej dociera tam drugi przewodnik Peter, ktory po zadaniu 3 standardowych pytan kazdego mlodego Canameiczyka(1.ile masz lat? 2. Masz meza? 3. Masz chlopaka?) wyraza podziw dla mojej kondycji. Prosze go zatem zeby uswiadomil Toniego kto tu byl pierwszy. Gdy Toni w koncu sie zjawia (caly czas bez butow) , pierwsza rzecza jaka Peter mu oznajmia jest “Toni nie wiem o co chodzi, ale Ola tu byla pierwsza i nie klamie”.



Taka bylam dumna z siebie samej, ze glowe mialam niemal wyzej niz Salto del Angel i malo sie nie zsunelam w przepasc, poniewaz trudno patrzec pod nogi gdy ma sie glowe tak wysoko.

A to wszystko i tak nie zmienia faktu, ze przewodnik Toni caly czas sprawial wrazenie obrazonego:

Jak juz wspominalam, o tej porze roku poziom wody jest bardzo niski. Ma to swoje minusy – rafting odwrotny (co nota bene me swoje plusy i ciekawostki – Toni caly czas krzyczal do Roisa “camate! Camate!” – a przynajmniej nam sie tak wydawalo – a Rois wskakiwal na lodke.“cama” po hiszpansku znaczy “lozko”. Uznalismy zatem z Enzolem ze wlasnie poznalismy slowko ze slangu z Canaimy. Dopiero potem okazalo sie, ze Toni krzyczal “ekamatok”, co w jezyku pemos znaczy “montate” co z kolei po hiszpansku w tej sytuacji znaczy –“montuj sie paczus na lodke”.taka dygresja), ale ma tez swoje plusy – przy tak niskim poziomie wody spokojnie mozna sie pluskac u stop Salto del Angel. A doprawdy nie codziennie mam okazje pluskac sie i chlapac u stop najwyzszego wodospadu na swiecie


Schodze rowniez wyprzedzajac grupe, bo tak. Bo lubie sama skakac po kamieniach i korzeniach i nie lubie za bardzo jak mi cala grupa zaglusze dzwieki natury. Po pietnastu minutach ktos mnie jednak bardzo cicho dogania. Na tyle cicho, ze jak juz dogonil, to malo mi serce ze strachu nie wyskoczylo. Ale to ma do siebie bieganie po dzungli boso – mozna wszystkich gringo o atak cerca przyprawic. Reszte szlaku pokonuje zatem z Tonim, ktory po 10 minutach okazuje sie najbardziej bratnia dusza jaka w czasie calej podrozy spotkalam. Skutkuje to tym, ze wynurzamy sie z dzungli zataczajac sie ze smiechu, ku zadziwieniu “chlopakow” pilnujacych lodki.

Po kolacji moge sie poczuc jak prawdziwa pieknosc, ledwo Toni idzie do po herbate dla nas zjawia sie pierwszy mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem 3 pytan kazdego mlodego Canameiczyka i z Cuba Libre w dloni. Zaraz potem zalotnie proponuje, ze on mi przyrzadzi takie Cuba Libre jesli mi smakuje. W rezultacie czego idzie je przygotowac, a w miedzy czasie pojawia sie drugi mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan. Ten z kolei proponuje, ze jesli tylko chce to on nastawi muzyke i tu i teraz nauczy mnie tanczyc merenge. 2 minuty pozniej zjawia sie 3 mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan i z zapytaniem, czy nie jestem glodna, no on mi moze podgrzac arepe. Idzie zatem do kuchni. Po chwili zjawia sie 4 mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan i tym razem nie wytrzymuje i zanim sie on odezwie mowie “jesli chcesz wiedziec ile mam lat, czy mam meza lub chlopaka mozesz juz sie spytac swoich kolegow, oni wiedza”. A Toni wielce rozbawiony cala sytuacja chichocze sie pod nosem jak glupek.

Chcialabym sie dowiedziec, czy mozna sie dostac do Salto del Angel inaczej niz lodka, na piechote, Drugi Canameiczyk ochoczo mowi, ze tak, oczywiscie, taka wyprawa trwa mniej wiecej 2 tygodnie i on mi moze towarzyszyc i ma namiot i w ogole jest taki git chlopak. Na co 4 mlody Canameiczyk natychmiast mowi “Moja rodzina ma avionetke, bedzie szybciej, jak Cie tam nia zabiore…” i oczywiscie tez jest git chlopak. NAPRAWDE – nigdy, przez cale zycie, NIGDZIE nie czulam sie tak kompletnie piekna i pozbawiona kompleksow. Polecam kazdemu dziewczeciu.

Nie wiem jakie zdjecie moglabym tu wstawic wiec wstawiac zdjecie fragment canamaiskiej przyrody

Calosc konczy sie tym, ze do 4 rano jak dwa glupki z Tonim lezymy na pobliskim ladowisku dla helikopterow, podziwiamy niebo i gadamy i chichotamy, Dowiaduje sie rowniez, w koncu, dlaczego w Canaimie nie ma luster. Toni z totalnie rozbrajajaca mina mowi: “Bo widzisz Ola, my – ludzie z Canaimy- jestesmy potwornie brzydcy. Nie zaprzeczaj Olita, MY to WIEMY. I wlasnie dlatego zadecydowalismy, ze nie chcemy popasc w zbiorowa depresje I pozbylismy sie wszystkich luster. Ja kiedys, w Ciudad Bolivar, widzialam w lustrze sam siebie. Jezu, Ola! Jak ja sie wtedy wystraszylem. Do tej pory mam traume”.

Z ta radosna mysla o 4 rano klade sie w swoim hamaku z widokiem na Salto del Angel. O 4:30 rano budzi mnie zlewa i mysl, ze Ci co popychali lodki, to musieli sie niezle zirytowac na widok takiego deszczu. Ale mimo tego czuje sie blogo blogo blogo blogo blogo…

lunes, 11 de abril de 2011

takie 4 lapy


nam towarzyszyly dwa dni w biurze! Moje serce wyjatkowo czesto zmienia wlasciciela ostatnio :P