W niniejszej serii pragne zwrocic Panstwa uwage na czasem drobne, czasem mniej drobne, a czasem zupelnie ogromne katalonskie ciekawostki, dzieki ktorym coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, iz katalonska nacja, wsrod ktorej zyje, nie jest do konca normalna.
Ciekawostki czasem subtelne jak morska bryza o poranku na slonecznej plazy i ciekawostki silne niczym tsunami zmiatajace miasta z powierzchni ziemi.
Mieszkajac w miescie tak wymieszanym kultorowo i rasowo jak Barcelona niemal dwa lata, po jakims czasie mozna juz bezblednie na ulicach rozpoznac Katalonczykow. I nie mowie tutaj o tym, ze trzeba za nimi isc w odleglosci 30 cm zeby posluchac czy mowia po katalonsku czy nie i na tej podstawie wyciagnac wiosek “ tak to Katalonczycy!” – z reszta znam tu na przyklad dwoch chlopcow – Cosmina z Rumunii i Gabora z Wegier, ktorzy porozumiewaja sie miedzy soba wylacznie po katalonsku (nie, nie sa normalni). Katalonczycy wyrozniaja sie postawa, spojrzeniem, strojem, dodatkami w postaci bizuterii etc etc i czesto duma, ktora z nich wrecz wyplywa oczami i uszami i emanuje z kazdego pora skornego. Nie da sie tego opisac slowami, a przynajmniej ja nie potrafie, ale tak jest. Trzeba mi zaufac i juz.
Prawdziwy Katalonczyk nie nauczyl sie sam mowic po hiszpansku (castellano, nie uzywaja slowa “ espanol” – uzywaja slowa”castellano”) – prawdziwy Katalonczyk wychowal sie w domu, gdzie mowi sie po katalonsku a do nauczenia sie hiszpanskiego ZMUSILI GO w szkole. I generalnie jak tak teraz ze mna rozmawia po hiszpansku, to on sie conajmniej poswieca i cierpi okrutnie, bo dla niego to jest bardzo bardzo obcy jezyk (autentycznie mialam taka sytuacje w Gironie, gdzie pewien pan co 3 minuty rozmowy mowil mi o swoim poswieceniu i cierpieniu wobec mnie gdy mowi do mnie po hiszpansku). Prawdziwy Katalonczyk nienawidzi monarchii – krol moze sobie byc gdzies tam, ale jak przyjedzie tu do mojego kraju to mu poderzne gardlo (to z kolei tlumacznie jednej z piosenek jednego z punkowych zespolow z Poble Nou). Prawdziwy Katalonczyk nie mieszka w Hiszpanii, prawdziwy Katalonczyk mieszka w Katalonii, ktorej stolica jest Barcelona i jak go odwiedzasz to odwiedzasz jego kraj KATALONIE, w zadnym razie nie Hiszpanie. Prawdziwy Katalonczyk nie swietowal Mistrzostwa Swiata w pilce noznej, prawdziwy Katalonczyk nie kibicowal reprezentacji Hiszpanii, poniewaz prawdziwy Katalonczyk nie mieszka w Hiszpanii ale mieszka w Katalonii… Prawdziwy Katalonczyk uzywa jako pociagu podmiejskiego FGC – kolei KATALONSKIEJ, ewentualnie renfe rodadiles – ale w zadnym razie nie renfe cercanías – tak jak w reszcie Hiszpanii. Prawdziwy Katalonczyk chce formalnego rozlaczenia z Hiszpania. Prawdziwy Katalonczyk chce Ibrahimovica (i kazdego innego obcokrajowca) nauczyc katalonskiego, bo go boli wewnetrznie mowienie w castellano (patrz wyzej), a poza tym ten obcokrajowiec przeciez przyjechal do KATALONII a nie do Hiszpanii!
Przyklady takie mozna mnozyc tysiacami, tysiace jest tez katalonskich flag w barcelonskich oknach i porecach barcelonskich balkonach.
W zeszly czwartek dowiedzialam sie, ze Katalonczycy, socjologicznie, potrafia byc bardzo podobni do Chilijczykow. Aby czuc sie w Chile jak u siebie tez potrzeba pokolen. Wczesniej wydawalo mi sie, ze Katalonczycy dziela sie na Katalonczykow i cala reszte swiata. Ale to nie jest prawda – jak w dowcipie w sprytnym lisku. Katalonczycy dziela sie na Katalonczykow, prawie Katalonczykow i cala reszte (chyba ze zostane nauczona nowego slowka). Javier (na zdjeciu Pan bez jednego oka) nauczyl mnie nowego slowka: CHARNEGO (po katalonsku XARNEGO – uderzajaca roznica prawda??). Charnego ma dwa znaczenia: po pierwsze oznacza emigrantow z innych regionow hiszpanii, ktorzy nie przystosowali sie do zycia i kultury katalonskiej – i w tym sensie jest to okreslenie pogardliwe. Drugie znaczeniem okresla sie ludzi, urodzonych juz w Katalonii, ale z rodzicow z poza Katalonii – ale nie z poza Hiszpanii. W tym sensie z reszta tez jest to okreslenie z deka pogardliwe. Przy odrobinie inteligencji uzywajacego moze byc okresleniem dowcipnym na zasadzie uzycia okreslenia “guiri”. Ach! Slowo CHARNEGO rowniez dotyczy pokolenia wnukow. Ktos sie juz zgubil??
W kazdym razie ma to cos w sobie. Tak jak w w wiekszosci przypadkow patrzac na ludzi tutaj umiem juz powiedziec kto jest Katalonczykie a kto nie (tylko bez posadzania o rasizm prosze :P) tak poznawszy Javiera (Prawdziwy Katalonczyk przedstawil by sie z reszta jako Xavier ;) ) wpatrywalam sie w niego przez pierwsze 40 minut jak glupi w ser zastanawiajac sie “Katalonczyk czy nie Katalonczyk??”. Im wiecej piwa tym wieksza intensywnosci mysli i wpatrywania sie w Javiera i tym mniej rozwiazania problemu. Az w koncu Javier sam, lekko zawstydzony sie spytal “Ola, a dlaczego Ty sie tak bardzo na mnie patrzysz??”. Odpowiedzialam “Poniewaz Javier, ja sie bardzo zastanawiam czy Ty jestes stad czy nie”. A Javier wtedy mnie zaskoczyl jak malo kto mowiac “hahaha Ola no niby tak a niby nie! Ja jestem CHARNEGO. Ja sie urodzilem w Katalonii, ale moi rodzice sa z Badajoz [czyli – mala geograficzna metáfora Ola – rodzicow Javiera mozna niemal po katalonsku brazic nazywajac ich Portugalczykami]”.
Tak to wlasnie mala Olek z duzym piwem w rece zostala po raz kolejny niemal zwalona z nog katalonska ciekawostka.

No hay comentarios:
Publicar un comentario