martes, 14 de diciembre de 2010

Jednego kolege mniej mam...



Zaczelam powoli zaczynac zastanawiac sie nad wstepnym planem wycieczki do Wenezueli. Wymyslilam sobie mianowicie, ze pobawie sie w cieplowodna syrenke i pojade nurkowac na troche. Brakuje mi jednak w mej syrenkowej ksiazeczce wpisow z pierwszych zanuzen (moja wina zapomnialam ksiazeczki dac do wypelnienia Panu Instruktorowi).

Pamietajac zatem iz Pan Instruktor w pierwszych dniach stycznia zwykle opuszcza Hiszpanie na rzecz jeszcze cieplejszych regionow wyslalam mail, w ktorym poetycko rozpisalam sie o swych syrenkowych planach. Gotowa nawet bylam dac komus ksiazeczke, kto bedzie go odwiedzial na Costa Brava. Jak tylko maila wyslalam Pan Intruktor pojawil sie online wiec bylo latwiej. Pan Intruktor powiedzial “nie ma sprawy, wpadnij z syrenkowa ksiazeczka. Przy okazji ponurkujemy”. Ciarki mnie przeszly po plecach na sama mysl o przebywaniu w mokrym skafandrze w ten ziab, od niechcenia juz zaczynalam sarkastycznie acz ochoczo potwierdzac “ ze tak, pewnie, generalnie juz natychmiast, och slyszales domofon?? To ja, juz czekam na dole, juz z butla na plecach by bylo szybciej” kiedy Pan Instrktor dodal “ jestem na Borneo”. Zamiast wiec ochoczo sarkastycznych wypowiedzi, kazalam Panu Istruktorowi w 2(slwonie "dwoch") prostych slowach udac sie w sina dal w celu oddania sie czynnoscia zwiazanym z miloscia.

Chyba juz mnie nie lubi tak jak kiedys. Dobrze chociaz ze S. caly czas wykazuje zadziwiajaca chec zaprzyjaznienia sie, moze chociaz on mi zostanie, gdy juz wszystkim znajomym kaze stworzych komune oparta na zasadach wolnej milosci.

No hay comentarios:

Publicar un comentario