miércoles, 5 de enero de 2011

a veces tu eres el que abre mis ojos hacia ti, anque yo quiero tenerlos cerrados



W tym miejscu mial byc wpis, jak to sie milo spedza swieta na obczyznie, jak pieknie slonce swieci i jak w ogole jest slicznie. Wpis oczywisice z ogromna ilosc pieknych zdjec Barcelony w sloncu, usmiechnietych ludzi, zachwyconych turystow, mojego radosnego szefa, ktory przyszedl do pracy w pidzamie (choc usilnie twierdzil, ze to bluza sportowa) swiezo napoczetaj szynki etc etc. Ale coz – zycie chloszcze po plecach a rzeczywistosc bije po pysku jak malo kto.

Byla to chyba najgorsza Wigilia w moim zyciu. A przynajmniej jej zakonczenie. W ktorym to zakonczeniu z….no (nie da sie uzyc innego slowa, przepraszam za wulgaryzm) mi torebke z pieniadzmi, dokumentami, wszystkimi kartami bankowymi, kartami zdrowia, karnetem nurkowym, karta ubezpieczenia sportowego (prosze bez pytan po cholere mi ubezpieczenie sportowe z moim trybem zycia – bylo wliczone w nurkowanie), grzebieniem, kosmetykami, dowodem osobistym, ksiazeczka szczepien etc etc (wiem nosilam dziwne rzeczy w torebce), i co najgorsze – wraz z aparatem. Nie trudno sie domyslic co zabolalo najbardziej.

Nie trudno sie domyslic, jak bardzo na policji wpadlam w panike, kiedy zdalam sobie z tego sprawe. Nie trudno sie domyslic jak wpadlam w paniczny bezdech i niemoznosc normalnego oddychania, jedynie policjanci nie mogli sie domyslic co mialam na mysli jak probujac oddychac jeczalam, ze ucieli mi reke (a przynajmniej tak wszyscy twierdza, bo ja srednio na jeza pamietam, zebym to robila). Uspokoilam sie dopiero gdy pojawil sie Mario i Alex. Wlasciwie to oni mnie uspokoili. Chodz trudno tu mowic o byciu spokojnym po 4 godzinach czekania na komisariacie. Zaznaczam, ze samotnego czekania, bo nikogo innego nie bylo przede mna w kolejce.

Naprawde Wigilia zajebista, zazdrosnicy niech sie w kolejce ustawia. Tydzien miedzy Swietami a Sylwestrem minal mi na radosnych wizytach w roznych ciekawych instytucjach i miejscach. Bylam na przyklad w banku, gdzie dowiedzialam sie, ze mimo telefonu zaraz po kradziezy moje karty nie zostaly zablokowane, poniewaz nie podalam swojego numeru dni (poniewaz dni mi skradziono) i wszystkie inne dane ktore podalam to nie wystarczajaco skoro nie podaje numeru dokumentu ze zdjeciem (mimo, ze romawiam przez telefon) – ktory to nota bene w samym banku nigdy nie dziala, poniewaz system bamku nie jest przystosowany do numerow polskich dowodow osobistych. Tak – oznacza to ze przez caly weekend moje karty dzialaly. Na cale szczescie zlodzieje jeszcze glupsi niz ja i tego nie wykorzystali. Dowiedzialam sie rowniez, gdzie znajduje sie w Barcelonie Konsulat Generalny Rzeczpospolitej Polskiej. Piekna okolica, blisko na stadion Camp Nou, blisko do metra, tramwaje jezdza i w slonce pieknie sie odbija w szybach. Niestety mimo calej sympatii pan i panow w okienkach – jesli chce miec dowod osobisty musze sie udac do urzedu na ulicy Rakowieckiej i tam go sobie wyrobic. Od tego momentu dziekuje Stworcy za to, ze nie bylam jeszcze jeszcze wieksza kretynka i nie wlozylam do torebki paszportu (bo przeciez zawsze moze sie trafic okazja zeby pochwalic sie pieczatkami z granicy rumunskiej) z karteczka “prosze mnie okrasc chcialabym sie poczuc jak czlowiek nikt”. Chodze tak sobie po ulicach i w myslach dziekuje za te resztki inteligencji, ktore mi podarowano.

Do sluzby zdrowia postanowilam sie udac w tym tygodniu. Probowalam w zeszlym, ale efekt sprawil, ze postanowilam odpoczac chwile od zalatwiania spraw kradziezowych. Caly tydzien natomiast chodziam i dziwnie machalam prawa reka czujac nie istniejacy ciezar. Caly czas rowniez mowilam, jak bardzo zle sie czuje z ta reka. I w koncu nie wytrzymalam i w piatek po pracy pobieglam do sklepu i kupilam nowy aparat. Nowy apart jest piekny, ma na imie Heidi (na pamiatke Heidiego) i boje sie go wynosic z domu. Ba. Boje sie go wynosic ze swojego pokoju. Wyszlismy razem tylko raz i na bardzo krotki spacer. W sobote chcialam go wziac ze soba na randke ale w ostatecznosci zdecydowalam, ze zostaje w domu. Zakup ten obnizyl znacznie poziom mojego bytowania w Wenezueli, ale z drugiej strony jechac tam bez aparatu jakos nie chcialo mi sie w glowie pomiescic.

Coz jeszcze?

W tych dniach rowniez Veronica miala okazje poznac S. Jej wrazenia byly bardzo proste – “ co za arogancki, bezczelny, zle wychowany, wywyzszajacy sie bez powodu, antypatyczny, wzbudzajacy niechec etc etc etc typ”. (Potem powiedziala “wiesz Ola, ten komputer co ja mam posputy, to Ty go daj S. do naprawy jako Twoj, bo to Twoj kolega a nie moj”). A ja co?? A ja powiedzialam “ S. ??? NO co Ty, Veronica, on moze tylko takie wrazenie sprawiac. Tak naprawde to dobry chlopak jest!”. A zaraz potem sama mentalnie uderzylam sie w twarz pytajac “czy ja wlasnie sie wstawilam za S.???!!!!!!!”. I to bez powodu. Bo taki wlasnie S. jest: arogancki, bezczelny i wywyzszajacy sie” (moglaby dodac kilka innych cech ale po co??). Jest przy tym pelen uroku czasami, ale nie az tak, zeby go bronic. Noworocznym postanowieniem jest zatem – chronic paszport (jako jedyny dokument ze zdjeciem jaki mi zostal) i nie twierdzic, ze S. jest symaptyczny, bo sympatyczny nie jest.

Kilka smutnych wnioskow w innych tematach rowniez sie nasunelo w ramach noworocznych rozmyslan. Przyjaznienie sie z egoistami ma na przyklad to do siebie, ze bardzo czesto jest sie podminowanym i ma sie ochote strzelic konkretna osobe w twarz lub najmniej powiedziec kilka niemilych slow. Jednakze idac na kompromis z sama soba i myslac ze z druga osoba rowniez, biore kilka glebokich wdechow, licze wolno do 10, czasem jeszcze troche i staram sie uspokoic. Sama siebie. Bo przeciez chodzi o odbudowanie czegos co bardzo chce nazywac przyjaznia. A potem nagle czuje bolesne uderzenie jednego zasadniczego pytania – PO CHOLERE??? I to co uderza jeszcze bolesniej – to brak logicznej odpowiedzi. Zwlaszcza gdy odzewu brak. Ja juz jestem za stara na zmienianie siebie bez pojscia na kompromis z drugiej strony. I tu powstaje kolejne postanowienie na ten rok – koniec z reanimacja dawno juz martwych wspomnien, lub wspomnien, ktore w ogole nie istnialy. Cuda ozywien zdazaja sie tylko w horrorach a my horrorw nie lubimy. Kolejnym postanowieniem noworocznym jest zatem: chronic Heidi przed zlem bardziej niz jabky byla z kamienia ksiezycowego zrobiona i nie dokonywac zbednych ekshumacji emocjonalnych.

W tych dniach, kiedy to wszystkie ciezarowki staly a ja nie mialam duzo pracy – wspieral mnie ogromnie kolega od dziwnych katalonskich slowek – Xavi. Dzien w dzien ze mna dzielnie rozmawial, bohatersko odpowiadal na coraz glupsze pytania i nie pozbyl sie internetu. Za to nalezy mu sie tytul Mistera Cierpliwosci 2010. Trza sie rozejrzec gdzie takie przyznaja.

W zeszlym roku wbrew pozorom mialam ogromna ilosc szczescia. Zaczelam dobra prace z fantastycznym szefem, ktory nie pozwoli mi samotnie umrzec (nie wspominalam, ale moj szef ma mania szukania mi partnera zyciowego), odwiedzialam rodzicow dluzej niz planowalam, przelam swoj wlasny paniczny strach i zrobilam kurs pletwonurkowy i mimo placzu i bolu (z ktorego w wiekszosci dla mnie on sie skladal) skonczylam go, z calkiem ciezkiego wypadku rowerowo – samochodowego wyszlam z ledwie poharatanym pyskiem, reka i noga, ukradli mi dwa rowery ale jeden znalazlam, ukradli mi karty do konta, na ktorym chwile wczesniej pojaiwla sie premia swiateczna – ale kart tych nie uzyli, zwiedzialam kilka pieknych miejsc, poznalam kilkoro nowych ludzi, odwiedzialam znow MALAGE w czasie feriii i mialam okazje zrobic kilak dobrych zdjec, znalezlismy 400 euro na ulicy, dostalam jedno pago extra dwa razy wieksze nic powinnam. I generalnie wbrew pozorom szczescie mnie nie opuszczalo (poza smiercia Heidiego, ale nie sa to sprawy, na ktore mamy jakikolwiek wplyw). Kolejnym zatem postanowieniem jest: korzystac. Przestac chodzic na uklady i poswiecac sie, bo tak wypada, tak idzie na kompromis, etc etc. Korzystac z tego ze mam szczescie, ze jade do Wenezueli, ze mam to co mam. I siegac po wiecej.Bo to w koncu moje zycie i pode mnie powinnam je przezyc, a nie pod bezsensowne idee.

I oczywiscie zli ludzie. Ze zlymi ludzmi tez cos postanowilam zrobic. Po pierwsze unikac po drugie nawet nie probowac zrozumiec – bo i po co?? Sa rzeczy, ktorych nawet nie powinno sie rozumiec.

Moglabym tak rozwazac i rozwazac, ale, ze nie mam dzis najlepszego humoru, mogloby to sie przerodzic w dosc dolujacy wywod. Na tym zatem poprzestane, zyczac jedynie wszystkim Szczesliwego Nowego Roku i w tych dniach wlasnie najwiecej sily do realizacji tego co sobie postanowilismy!! I aby zawsze przyswiecalo nam to jakze wazne, inteligentne i jakze ulatwiajace zycie pytanie - PO CO ????!!!!!

No hay comentarios:

Publicar un comentario