Planowany czas podrozy to 7- 9 godzin. Lodka. Na poczatku do lodki pakowane sa plecaki i jedzenie, potem plecaki zabezpieczane sa ogromna plastykowa plachta, obwiazywane etc etc a na samym koncu w lodce umieszczani sa ludzie – od najwiekszych i najwiecej wazacych po najmniejszych i najmniiej wazacych. Oczywiscie wraz z koncem zabezpieczania plecakow uswiadamiam sobie radosnie iz mam ze soba tylko jeden aparat i to w dadatku bez baterii na zmiane (wszystko przez przedwczesna pobudke). A przewodnik Toni ma jeszcze bardziej obrazony wyraz twarzy niz wczoraj

Mimo to dzielnie zbieram sie w sobie, podchodze i wdzieczac sie pytam czy aby nie daloby sie wyciagnac na chwilke mojego plecaka celem wyciagniecie z niego karty, baterii, aparatu... Czuje, po prostu az fizycznie czuje jak w myslach przewodnik Toni mnie brutalnie i dlugo morduje. Ale dalej walecznie stoje i sie wdziecze. Po minucie dlugiej jak caly dzien, przewodnik Toni w koncu stwierdza “wiesz mi to wszystko jedno, ale chlopaki, ktorzy pakowali bagaze moga sie wscieknac”. Patrze zatem na pierwszego z brzegu “chlopaka”, ktory to pakowal nasze bagaze ¡ moim oczom ukazuje sie najlagodniejsza buzia jaka chyba w zyciu spotkalam (zdecydowanie nie ma korzeni na Mokotowie Dolnym hehe) a reszta jego ciala przywodzi mi tylko jedna mysl: “o jej, jaki paczus!!”. Grzecznie pytam, czy daloby sie jakos tak ten plecak i w ogole, a Rois (bo tak chlopiec przypominajacy paczka ma na imie) z usmiechem mowi, ze alez nie ma sprawy, bez problemu, bez klopotu.

Uzbrojona w 2 aparaty, wszystkie mozliwe baterie i karty radosnie usadawiam sie w lodce, wielce ucieszona faktem, ze przewdnik Toni (caly czas obrazony) posadzil mnie na samym niemal dziobie (na samym dziobie siedzial Rois z z pagajem). Moja radosc trwala mniej wiecej 10 minut, poniewaz po 10 minutach odkrylam iz dziub jest najwyzej polozonym miejscem w lodce, a co za tym idzie najbardziej narazonym na przemoczenie. Czego po 10 minutach doznalam. Kompletnie. Wiekszosc czasu zamiast robic zdjecia zwalajacym z nog pejzarzom chronie oba aparaty, baterie, karty etc etc I dodatkowo jeszcze papierosy Luisa. Rozkosznie.

Ale mimo kompletnego przemokniecia, mimo ciagle obrazonej miny przewodnika Toniego, za nic nie trace doskonalego humoru, a wrecz nabieram energii. Wystrzeliwuje do Roisa pytania na temat mijanych miejsc/ gor/ rzeczek/ polanek z predkoscia kalasznikowa, a Rois z usmiechem zdziwienia od ucha do ucha i ogromna cierpliowscia odpowiada na kazde. Poznaje wszytskie nazwy i w jezyku pemon i po hiszpansku. Nie wiem ile Rois mi bajek naopowiadal, ale to nie zmienia faktu, ze czuje sie blogo.










A przewodnik Toni nadal obrazony.
Radosnie rozpoczynamy ciag dalszy podrozy. Mijamy tez kilku miejscowych: jednego filozofa:

I jednego rybaka-

Czym on lowil i jak on lowil niech mnie nikt nie pyta, poniewaz nie wiem. Powiedzieli, ze lowi, to zaakceptowalam.
Niesety Rois chyba zmeczyl sie moimi pytaniami, bo na jego miejscu laduje Toni. Nie, nie zadalam juz wielu pytan.Za kazdym razem gdy probowalam, zostawalam tak zmrozona wzrokiem, ze sie grzecznie zamykalam i grzecznie skakalam po lodcie robiac za balast, do przodu – do tylu.


Niski poziom wody zaczynamy gwaltownie odczuwac, gdy skrecamy z jednej rzeki w druga. Nagle zaczyna byc widac dno, tak bardzo widac dno, ze gdym sie przechylila bylabym w stanie zapewne go dotkac, silnik zaczyna rysowac po kamieniach i wydawac dziwne dzwieki. I coz robic? Lodke pchac trzeba jesli mamy doplynac na miejsce. Wiec pchamy.

I pchamy

I pchamy

To znaczy chlopcy pchaja, bo dziewczynki nie.

A przewodnik Toni nadal obrazony.

Od czasu do czasu tylko rzuca morderczo obrazone spojrzenia. Raz do mnie zagadal i patrzac z niekreslonym (ale na pewno nie przyjaznym) wyrazem twarzy na efekty slonca na mojej skorze zapytal “posmarowalas sie kremem z filtrem??”, “tak, 60- tka”, odpowiedzialam, a Toni odparl “ok” i sie odwrocil mamroczac pod nosem “ tiaaa, jak sie posmarowalas tak jak poprzednim razem, to moje gratulacje”. I tak nam rozkosznie mija dzien. Oczywiscie widoki sa sliczne.


Az w koncu popoludniu dopychamy lodke do celu. Po 5 godzinach popychania zostalo juz tylko 1.5 godzinki marszu por gorke.
Zostajemy z Gabi i Enzolem w tyle, by Enzol mogl zlapac dech po 5 godzinach raftingu odwrotnego (popychania lodki gdyby nikt sie nie domyslil .p) gdy nagle niewiadomo skad (potem sie przekonalam ze z nim nigdy nie bylo wiadomo skad) pojawia sie Przewodnik Toni bez butow i zaczyna nas pospieszac twierdzac, ze jak bedziemy sie w takim tempie poruszac to nawet do jutra wieczor nie dojdziemy. Najpierw mierzy morderczym wzrokiem Gabi i Enzola a potem patrzy na mnie a jego oczy mowia wszystko “ahaa, juz widze, jak ty miejska ksiezniczko tam dotrzec jeszcze dzisiaj. A jezeli jakos dotrzesz to te jeki ze zmeczenia pewnie bede w Ciudad Bolivarze slyszec.”. I w tym momencie cos we mnie peka, mowie kolejna inteligentna inaczej mysl typu “moglbys byc troche milszy, bo jak jestes taki niemily to to nie jest mile ty okropny hobbicie [ bo byl bez butow] z Canaimy” i uderzam na szlak. A rozpedzilam sie tak, ze oprocz podziwiana dzungli to zatrzymalam sie dopiero na skale widokowej i tylko dlatego, ze widok zwalil mnie z znog.A na dodatek ropedzilam sie tak, ze bylam tam pierwsza. 15 minut pozniej dociera tam drugi przewodnik Peter, ktory po zadaniu 3 standardowych pytan kazdego mlodego Canameiczyka(1.ile masz lat? 2. Masz meza? 3. Masz chlopaka?) wyraza podziw dla mojej kondycji. Prosze go zatem zeby uswiadomil Toniego kto tu byl pierwszy. Gdy Toni w koncu sie zjawia (caly czas bez butow) , pierwsza rzecza jaka Peter mu oznajmia jest “Toni nie wiem o co chodzi, ale Ola tu byla pierwsza i nie klamie”.


A to wszystko i tak nie zmienia faktu, ze przewodnik Toni caly czas sprawial wrazenie obrazonego:

Jak juz wspominalam, o tej porze roku poziom wody jest bardzo niski. Ma to swoje minusy – rafting odwrotny (co nota bene me swoje plusy i ciekawostki – Toni caly czas krzyczal do Roisa “camate! Camate!” – a przynajmniej nam sie tak wydawalo – a Rois wskakiwal na lodke.“cama” po hiszpansku znaczy “lozko”. Uznalismy zatem z Enzolem ze wlasnie poznalismy slowko ze slangu z Canaimy. Dopiero potem okazalo sie, ze Toni krzyczal “ekamatok”, co w jezyku pemos znaczy “montate” co z kolei po hiszpansku w tej sytuacji znaczy –“montuj sie paczus na lodke”.taka dygresja), ale ma tez swoje plusy – przy tak niskim poziomie wody spokojnie mozna sie pluskac u stop Salto del Angel. A doprawdy nie codziennie mam okazje pluskac sie i chlapac u stop najwyzszego wodospadu na swiecie

Schodze rowniez wyprzedzajac grupe, bo tak. Bo lubie sama skakac po kamieniach i korzeniach i nie lubie za bardzo jak mi cala grupa zaglusze dzwieki natury. Po pietnastu minutach ktos mnie jednak bardzo cicho dogania. Na tyle cicho, ze jak juz dogonil, to malo mi serce ze strachu nie wyskoczylo. Ale to ma do siebie bieganie po dzungli boso – mozna wszystkich gringo o atak cerca przyprawic. Reszte szlaku pokonuje zatem z Tonim, ktory po 10 minutach okazuje sie najbardziej bratnia dusza jaka w czasie calej podrozy spotkalam. Skutkuje to tym, ze wynurzamy sie z dzungli zataczajac sie ze smiechu, ku zadziwieniu “chlopakow” pilnujacych lodki.

Po kolacji moge sie poczuc jak prawdziwa pieknosc, ledwo Toni idzie do po herbate dla nas zjawia sie pierwszy mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem 3 pytan kazdego mlodego Canameiczyka i z Cuba Libre w dloni. Zaraz potem zalotnie proponuje, ze on mi przyrzadzi takie Cuba Libre jesli mi smakuje. W rezultacie czego idzie je przygotowac, a w miedzy czasie pojawia sie drugi mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan. Ten z kolei proponuje, ze jesli tylko chce to on nastawi muzyke i tu i teraz nauczy mnie tanczyc merenge. 2 minuty pozniej zjawia sie 3 mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan i z zapytaniem, czy nie jestem glodna, no on mi moze podgrzac arepe. Idzie zatem do kuchni. Po chwili zjawia sie 4 mlody Canameiczyk ze standardowym zestawem pytan i tym razem nie wytrzymuje i zanim sie on odezwie mowie “jesli chcesz wiedziec ile mam lat, czy mam meza lub chlopaka mozesz juz sie spytac swoich kolegow, oni wiedza”. A Toni wielce rozbawiony cala sytuacja chichocze sie pod nosem jak glupek.
Chcialabym sie dowiedziec, czy mozna sie dostac do Salto del Angel inaczej niz lodka, na piechote, Drugi Canameiczyk ochoczo mowi, ze tak, oczywiscie, taka wyprawa trwa mniej wiecej 2 tygodnie i on mi moze towarzyszyc i ma namiot i w ogole jest taki git chlopak. Na co 4 mlody Canameiczyk natychmiast mowi “Moja rodzina ma avionetke, bedzie szybciej, jak Cie tam nia zabiore…” i oczywiscie tez jest git chlopak. NAPRAWDE – nigdy, przez cale zycie, NIGDZIE nie czulam sie tak kompletnie piekna i pozbawiona kompleksow. Polecam kazdemu dziewczeciu.
Nie wiem jakie zdjecie moglabym tu wstawic wiec wstawiac zdjecie fragment canamaiskiej przyrody

Calosc konczy sie tym, ze do 4 rano jak dwa glupki z Tonim lezymy na pobliskim ladowisku dla helikopterow, podziwiamy niebo i gadamy i chichotamy, Dowiaduje sie rowniez, w koncu, dlaczego w Canaimie nie ma luster. Toni z totalnie rozbrajajaca mina mowi: “Bo widzisz Ola, my – ludzie z Canaimy- jestesmy potwornie brzydcy. Nie zaprzeczaj Olita, MY to WIEMY. I wlasnie dlatego zadecydowalismy, ze nie chcemy popasc w zbiorowa depresje I pozbylismy sie wszystkich luster. Ja kiedys, w Ciudad Bolivar, widzialam w lustrze sam siebie. Jezu, Ola! Jak ja sie wtedy wystraszylem. Do tej pory mam traume”.
Z ta radosna mysla o 4 rano klade sie w swoim hamaku z widokiem na Salto del Angel. O 4:30 rano budzi mnie zlewa i mysl, ze Ci co popychali lodki, to musieli sie niezle zirytowac na widok takiego deszczu. Ale mimo tego czuje sie blogo blogo blogo blogo blogo…


No hay comentarios:
Publicar un comentario