
Jednakze po tym weekendzie moge Mame i Tate uspokoic, ze juz nie chce byc jak Wujek Mikel od chupitos. Teraz chce byc jak Kike!!

Kike odwiedzialam w ten weekend celem odlaczenia sie od Barcelony, stresu, problemow etc etc. Wybralam Kike slyszac juz kilka bardzo dobrych opinii na jego temat. Mimo, ze w profilu Kike ma zaznaczone, ze nie hostuje obecnie nikogo, wyslalam mu rozpaczliwa wiadomosc, ze jak nie wyjade z Barcelony to zwariuje i bedzie to jego wina. Kike przyparty do muru napisal “przyjezdzaj, zaradzimy cos”.
Kike mieszka w malej miejscowosci na Costa Brava, wiosce prawie. Wiosce specyficznej. Pelnej swirow – pewnie dlatego Kike sie tak dobrze tam wkoponowal. Na glownym rondzie znajduje sie jedyny chyba na Costa Brava (jezeli nie w ogole jedyny jedyny) pomnik syrenki z pupalem.

Drugiego dnia na obiedzie poznalam jednego z kandydatow na swojego przyszlego meza. Ma na imie Teodor, jest artysta, pisarzem, profesorem, poeta, rezyserem (jak nie trudno sie domyslec mlodoscia nie grzeszy)– do wyboru do koloru. Ma rowniez dom w Cadizie i kotke, ktora w zeleznosci od potrzeby ma albo 2 albo 12 albo 13 lat. Naszczescie bylam juz tak zrelaksowana towarzystwem, obecnoscia i usmiechem Kike, ze kompletnie przestal mi przeszkadzac neon na moim czole mowiacy “zapraszamy lokalnych swirow i niewidzialnych wojownikow”. Powiedzialam rowniez “Teo, bardzo mi przykro, ale nie moge podjac decyzji na temat mojego zycia z Toba. Jestem tu pod opieka Kike i to jego powinienes przede wszystkim prosic o pozwolenie”. Nie wiem kogo kelnerzy wzieli za wiekszego wariata – Teo czy mnie.




Spedzilam w domu Kike, przecudowny, relaksujacy weekend. Jezeli oczywiscie mozna to nazwac domem. Kike bowiem mieszka w starym dziadkowo – babciowym garazu, ktory non stop przerabia, dorabia pietra, schodki etc etc. Ale domem bym tego nie nazwala, sklanialabym sie raczej do opisu – jeden wielki wynalazek Kike.
Zatem w wielkim wynalazku Kike i w jego niepowtarzalnym towarzystwie spedzialam ostatni weekend , izolujac i odladczajac sie calkowicie od Barcelony. Bujajac sie w hamaku. Pijac zimne piwo. Bawiac sie z Tate (piesek Kike),


lapiac na twarz promienie slonca, konwersujac z Kike na tematy przerozne, popijajac ( a raczej wypijajac, jezeli nie wyzlopujc) yerba mate, zjadajac to co znalazlam w lodowce, zastanawiajac sie jak przekonac Kike do dealu – moje mieszkanie w Barcelonie za jego wynalazek na Costa Brava, prowadzac glebokie dyskusje o zyciu i smierci z kurami i kogutem (ktore Kike hoduje)

, gubiac sie w lesie,



skaczac w ogrodzie (zakladajac, ze mozna to ogrodem nazwac :P) i tanczac w kuchni (zakladajac, ze mozna to kuchnia nazwac :P), uciekajac przed Frankie (szczur ogrodowo-polny, ktory co noc przyprawial mnie o gwaltowne przemieszczanie sie serca do gardla. Chociaz juz ma imie, a nazwac swoj starch to zawsze jakis progress w oswajaniu go), probujac ozdjeciowac Kike (nie dawal sie skubany!), probujac sie wspinac na dom( bez wiekszego powodzenia!) wygrywajac zawody w piciu polskiego piwa, podlewajac ogrod warzywny (tak tak, jezeli mozna to nazwac ogrodem warzywnym) i oblewajac Kike jednoczesnie… PO PROSTU IDEALNY WEEKEND – TAKI JAKIEGO POTRZEBOWALAM.


Kike jest bowiem artysta. W kazdym mozliwym tego slowa znaczeniu. Artysta az do ostatniej komorki nerwowej, artysta wrecz zaginajacym czaso – przestrzen. Kike jest filozofem – a moze nawet lepiej go moze opisac slowo FILOZOF. Kike jest ogrodnikiem, z delikatnoscia ksiezniczki na ziarnku grochu dotykajacym swoich warzyw i kwiatow.



Kike jest wynalazca, a jego wynalazki rowniez zaginaja czaso przesten.






wyrażam wyrazy zachwytu, szczerego!!!! (częściowo bo Ola tak każe ;)) i zaraz się popłaczę - z zupełnie innego powodu ...
ResponderEliminar"Olek" zazdroszcze ci tak lajtowego podejścia do życia ;) baardzo fajne zdjęcia i opisy.
ResponderEliminarbuziak Piotr