jueves, 13 de mayo de 2010

STALAM SIE SYRENKA!! Stefan dalam rady!!!









Zdjecie na samej gorze przedtawia jedna z form torturowania mnie w zeszly weekend, chlpiec na zdjeciu obok poprzedniego zdjecia jest ponad 2 razy mlodszy ode mnie, wazy mniej niz ja i ma mniej wiecej 3 razy wiecej sily. Nie, nie bylo to motywujace.
Kolejne zdjecie przedstawia miejsce, gdzie mnie torutrowana w pierwszy weekend, zdjecie na dole przedstawia Rafe, dzieku ktoremu zlemu samopoczuciu w sobote ja sie poczulam zdecydowanie lepiej. Na samej gorze po lewej wspomniany ponizej dziwny pies.



a!Ha! W ten weekend wydarzenia odpowiedzialy mi na kilka nurtujacych mnie wczesniej pytan. Czy mozna w widoczny sposob schudnac w ciagu 2 dni? Czy hiszpanska sluzba zdrowia jeszcze bedzie w stanie mnie czyms zaskoczyc? Czy skarpetki naprawde najszybciej schna gdy sie je wlozy pod bluze ktora ma sie na sobie?? (dobrze, wczesniej sie nad tym nie zastanawialam, ale gdybym tylko wpadla na to zagadnienie, zapewne bym mu sie bez reszty poswiecila) Czy jestem w stanie rzucic 6 kilo?? Czy moje mp3 sie naladuje, jezeli z braku laku podlacze je do ziemniaka??Czy metamorfoza ze slonia w syrenke jest mozliwa??

Mozna, jak najbardziej mozna widocznie schudnac w 2 dni. Wystarczy wyobrazic sobie, ze nurkowanie jest fantastyczne i zapisac sie na kurs, a na kursie wystarczy pokicac troche z 20 kg na sobie. Mozna.

Hiszpanska sluzba zdrowia jest mnie w stanie zaskoczyc. Jak najbardziej. Ale moze najpierw porusze inna kwestie (to tylko pozorna dygresja, naprawde!!). Co trzeba zrobic w Polsce aby kupic papierosy o 3 nad ranem? Pojsc z odpowiednia kwota pieniedzy do sklepu nocnego lub stacje bezynowa (nie analizuje skomplikowanych przypadkow gdy na przyklad nie mamy skonczonych 18 lat, poniewaz wtedy oczywiscie papierosow nie kupujemy ani o 3 nad ranem ani o zadnej innej porze!). Proste? Proste. Co natomiast moze zrobic zdesperowany palacz bez papierosow o 3 nad ranem w Hiszpanii? hmmmm...nic. Chyba ze spotka na ulicy kogos kto go papierosem poczestuje. W Hiszpanii bowiem papierosy mozna dostac (w sensie kupic) tylko na 2 sposoby - albo w specjalnym kiosku z papierosami, albo w barze / dyskotece z automatem z papierosami.

Jakiz ma to zwiazek ze sluzba zdrowia?? Otoz aby schudnac w widoczny sposob przez 2 dni poprzez kurs nurkowania (tak usiluje stworzyc sens w calosci swojej wypowiedzi), trzeba wyrobic sobie zaswiadczenie lekarskie, ktore mowi, ze nie ma medycznych przeciwskazan do takiej formy chudniecia. To logiczne. Procedura wyglada nastepujaco - dzwoni sie do odpowiedniej przychodni (dziekuje Rubenowi za namiary), umawia na wizyte, przygotowuje 20 euro (lub wiecej) i idzie z pustym zaswiadczeniem na miejsce. Ha!! I tu powstaje pytanie - SKAD SIE BIERZE PUSTE ZASWIADCZENIA???

Tak!!! Dokladnie!! Puste zawsiadczenia zakupuje sie za 3 euro z hakiem w kiosku z papierosami!!!! Czy tylko mi tutaj cos wydaje sie dziwne????????

W kazdym razie po takiej formie zakupu zaswiadczenia spodziewalam sie, ze lekarz od reki mi je za owe 20 euro wypisze. a tu nieszpodzianka! Lekarz mnie przebadal! Zajrzal w uszka, postukal w kosci policzkowe i gorne czesci oczodolow (po co?? po co??? po co??? prosze o wyjasnienie mi tej kwestii!!!!), poprzypinal jakies dziwne rzeczy do nadgarstkow i kostek i kazal robic brzuszki glosno je odliczajac.... etc etc etc. Tak, mialam zakwasy.

Po pol godzinie, kiedy to juz ledwo oddychalam od robienia brzuszkow (caly czas sie zastanaiwalam na co mi to??????) lekarz, ku mojej rozpaczy, oznajmil radosnie, ze nie ma dla mnie zadnych przeciwskazan odnosnie nurkowania.

W ten wlasnie sposob, caly czas zadziwiona faktem kupowania zaswiadczen medycznych w kiosku z papierosami, na wlasne zyczenie wyladowalam po raz drugi w L' Estartit. W piatek w nocy, tak ze lzami w oczach.

Instruktor, co bardzo milo z jego strony odebral nas z Girony, pojechalismy cos zjesc I napis sie piwa. Nie przydarzylo sie nic niezwyklego poza psem, ktorego mozna obejrzec na jednym z zalaczonych zdjec.

W sobote z samego rana – bo juz o 8:15 (¡!!!!!!! Co za barbarzynska pora, zwlaszcza jak na sobote!!!!) zaczelismy. Jedyne co pozytywne, to toz e tym razem Instruktor nie minal sie dyplomatycznie z prawda – powiedzial, ze nie bede musiala przejsc wiecej niz 10 krokow ze wszystkim i nie musialam. Pierwsze zanuzenie nie przynioslo jakiejs wiekszej niespodzianki. Bylo i marudzenie na lodce, i marudzenie przed zrobieniem “wielkiego kroku”, i klopot z zanuzeniem sie pod wode, i patrzenie z wyrzutem na Instruktora “jak mogles mi to zrobic??? Przeciez jestesmy kolegami!!!!” etc etc etc Jedyna nowoscia moze bylo to, ze przeszlam metamorfoze ze slonia w pileczke kalczukowa – a to ladujaca na samym dnie a to wyskakujaca do slonca z predkascia swiatla i dziwiaca sie “och jakie piekne slonce!! Ale czy aby na pewno powinnam je widziec z az tak bliska????”…

Skonczylo sie na tym, ze nie moglam sie sama wynurzyc I Instruktor musial mnie zlapac za lapy I wyciagnac.

Ale. – co zadziwiajace – nie plakalam, nie krzyczalam, nie rzucalam sprzetem (ok, przy tym zanurzeniu nie rzucalam sprzetem), nie przeklinalam, nie jeczalam ze to nie dla mnie, nie wmawialam Instruktorowi ani nikomu innemu, ze jestem sloniem ani nic takiego. Grzecznie wdrapalam sie z powrotem na lodke I zajelam rozmontowywaniem sprzetu. Nie powiem, zaskoczylam tym nawet sama siebie. Bylam w ten weekend tak zrelaksowana, ze doprawdy wcale mnie to nie ruszylo (no dobrze, prawie mnie nie ruszylo) – dziekuje Rafalowi ze rady na temat wyluzowania sie. Zadziwilo to mnie I wszystkich na czele z Instruktorem, ktory powiedzial “widze, ze znow jestes Ola troche zla na siebie…”. Odpowiedzialam, ze owszem, ale rowniez jestem zadziwiajaco zrelaksowana I dlatego nie rusza mnie to tak bardzo jak poprzednio. Instruktor jakby nie dal sie zwiesc pozorom gdyz powiedzial “ I nie bedziesz plakac? Krzyczec? Rzucac sprzetem? Jeczec? …..”

Otoz nie! Nie zrobilam nic z tego! Zapewne pomoglo mi rowniez to, ze Rafa – moj kursowy partner poczul sie conajmniej zle, rzucal sie pod woda, musial wyplynac wczesniej i generalnie nie czul sie dobrze. To straszne, wiem, ale przeciez nikt nie staje sie idealem w jeden tydzien prawda??

Od drugiego zanurzenia naprwde zaczynam sie powaznie zastanawiac nad uwierzeniem w cuda. Nie wiem jak to sie stalo (CALY CZAS!!!!) – wychodzilo mi! Przez 95% czasu spedzonego pod woda czasu utrzymalam sie pomiedzy dnem a sloncem! I to w dodatku na wysokosci zblizonej do wysokosci, na ktorej utrzymywal sie Instruktor! Wiekszosc cwiczen wykonalam poprawnie! Wprawdzie machalam nogami jak zdesperowany topielec ale coz z tego, jezeli mi sie udalo I utrzymac I rozmieszyc wszystkich niemal do lez (nie jest latwo smiac sie majac to dziwne urzadzenie do oddychania w ustach).

Oczywiscie byly klopoty. Na przyklad w cwieczeniach na powierzchni tym razem. Ale z drugiej strony – milo jest wiedziec ze jestem na tyle silna by bedac w wodzie byc zdolna jednoczesnie przeklinac I rzucac szescioma kilo obciazenia. Oczywiscie bardzo, ale to bardzo mi pomogla swiadomosc, ze Rafa caly czas sie zle czul, ale przeciez wspominalam juz ze w ciagu tygodnia nie mozna stac sie idealem ;) Nadrobilam to grzecznie sprzatajac I swoj sprzet I sprzet Rafy.

Od drugiego zanurzenia juz wszystko szlo conajmniej dobrze. I nie moglam wyjsc z podziwu nad tym I nie moglam caly czas zrozumiec jak to sie dzieje, ale czy to wazne? Rzecz jasna nie obeszlo sie bez bledow, ktore Instruktor na moje wlasne zyczenie wymienil wszystko, aczkowiek na pytanie “ to co bylo ok????” ( zaznaczam ze nie dodalam desperackiego “do cholery” ani zadnego innego poetycko wzmacniajacego znaczenie zwrotu) moje kobiece ego zostalo conajmniej poglaskane odpowiedzia “hmmm conajmniej ok wygladasz w skawandrze”. Tak, to plytkie, wiem. Ale po pierwsze – to fakt (tak wiem, musze popracowac nad skromnoscia, poza tym wygladam w skawndrze swietnie, ale tylko do momentu, w ktorym wkladam reszte sprzetu, bo w tym momencie zaczynam wygladac komicznie), a po drugie zostaly mi tez wymienione rzeczy, ktore wykonalam dobrze I o dziwo ich liczba znacznie przewyzszala liczbe rzeczy, ktore wykonalam zle.



cudotworca wymeczony zajeciami z nami i cudotworca wypoczety

Trzecie zanurzenie wyszlo fantastycznie, czwarte rowniez. Oczywiscie moje “fantastycznie” nie jest rownoznaczne ze slownikowa definicja tego slowa, ale wyszlo fantastycznie! Wczesniej isntruktor znal jedynie 3 slowa po polsku “boskie nurkowanie” (hehehe po roku czasu jak go poznalam nie bylo to slowo “nurkowanie” ale “nulkowlanie” lub cos podobnego J )I trzecie slowo, ktorego nie bede przytaczac ale zna je 99, 9 % obcokrakowcow. Wspominalam juz, ze instructor jest pojetny? W zeszlym tygodniu jak mi zaczelo wychodzic tak sie ucieszyl, ze z 3 lub 5 razy (nie jest to duzo, ale przypomne, ze zaczelo mi wychodzic pod koniec ostatnich zajec) pytal sie sie mnie “Ola, boskie nurkowanie, si??”. W ten weekend zostal przeze mnie zmuszony do przyjecia nowego slowka – “zajebiscie” (nawet nie wyobrazacie sobie ile klopotu Hiszpanie maja z wypowiedzeniem tego slowka, nie mowiac juz o slowku “zszywacz” lub “pieczatka”), lazilam za nim jak glupek radosnie podskakujac I wypytujac caly czas"zajebiscie?? Pedro zajebiscie?? ZAjebiscie???”. Z kazdym potwierdzeniem “Si, Ola, si – zajebiscie” podskakiwalam jeszcze bardziej. Nie jestem pewna czy biedak nie bedzie mial koszmarow zwiazanych ze slowem “zajebiscie”…

Nie trudno sie domyslic – spodobalo mi sie. Spodobalo mi sie zarowno to co jest w wodzie – zblizanie i oddalanie pyska i lapy od rozgwiazdy i patrzenie czy rozgwiazda jakos zareaguje (nie zareagowala L ), lawice rybek, pojedyncze rybki, i te bardziej kolorowe i te mniej kolorowe (za ostatnim zanurzeniem wydaje mi sie, ze juz nawet prawidlowo machalam kopytkami), roslinki, kamyczki, skalki, wawoziki, zalamywanie sie swiatla, kolory, inni nurkowie nawet mi sie spodobali. Spokoj i cisza, ktore panuja na dole, gdy nie panikuje, daje mi mnostwo spokoju i radosci (gdy mi wychodzi trudno mnie utrzymac w ciszy i jeszcze trudniej zdjac mi z pyska glupkowaty usmiech). A wszystko co zostalo w Barcelonie i nie jest wcale pozytywne – w ciagu kilku sekund znika. Magia. Zapewne kazda osoba, ktora doswiadczyla radosci jaka daje nurkowanie moglaby powiedziec to samo, ale tak naprawde to mi osobiscie trudno jest znalesc slowa, ktorymi mozna opisac to uczucie, ktore sie w sobie ma pod woda, nie jestem nawet pewna czy takie slowa istnieja. Ktos mi powiedzial, ze bucear es amor (nurkowanie to milosc) – gdy pierwszy raz to uslyszlam, a bylo to zaraz po nieudanych probach zeszlego tygosnia, mialam po pierwsze ochote plakac (coz za niespodziaka) a po drugie kompletnie nie rozumialam tego.

Teraz jestem sklonna przyznac tej osobie racje. Nie mowie, ze przyznam racje, gdyz mysle, ze zycie ma jeszcze wiele niespodzianek dla mnie, ale jestem duzo bardziej za niz przeciw.

Nurkowanie jest fantastyczne, jakby to ujal Instruktor – zajebiste! Ale nie wiem kiedy znow sie na nie zdecyduje. Owszem czyms niesamowitym jest pokonywanie wlasnych barier I strachu( tak Wujku, obiecuje znalesc jakas fajna scianke I wrocic do wspinaczki!) I chorej ambicji, o ktorym bylo sie swiecie przekonanym, ze jest nie do pokonania (ok, caly czas sie trzese jak osika na brzegu lodki tuz przez wejsciem do wody), nie do opisania poprawnie I odpowiednio jest swiat podwodny, ale… Nie wiem czy jestem na to gotowa juz. Pokonywanie wlasnego strachu I barier (ok, braku kondycji I lenistwa rowniez) kosztuej bardzo duzo wewnetrznego wysilku. Poza tym nie wiem, czy zdecydowalabym sie zanurzyc z kimkolwiek innym niz ten konkretny Instruktor (I znow – NIE SPLYCAM JEGO ROLI DO JEGO WYGLADU!!!!!!). Gdybym mogla osobiscie przyznawac tytul Mistera Cierpliwosci – Pedro otrzymalby go z moich rak na conajmniej najblizsze 10 lat. Gdyby kurs trawl dluzej, zapewne przynalabym mu ten tytul. Problem w tym, ze gdy pierwszy instruktor wzbudza takie zaufanie, trudno miec potem cos podobnego do jakiegokowiek innego.

Swiadomosc tego, ze moze sie to zrobic, ba! Ze moze sie to zrobic I ze jeszcze robienie tego moze sie spodobac dala mi mnostwo energii na rozwiazywanie barcelonskich problemom, a za jeden podstawowy zamierzam sie zabrac juz jutro wieczorem!

W kazdym razie w niedziele doszlam do wniosku, ze metamorfoza ze slonia w syrenke jest mozliwa. Kosztuje duzo wysilku, przechodzi sie przez posrednia faze pileczki kauczukowej – ale mozna to zrobic. Od niedzieli jestem dyplowana SYRENKA MORSKA (caly czas nie mam zdjec w skawandrze gdyz cierpliwie czekam az Rafa je zrzuci ze swojego aparatu). Czy skarpetki szybciej schna pod bluza – nie wiem, tak slyszlam, ale nie wiem wciaz czy to przypadkiem nie byl dowcip. 6 kiloma moge rzucic, bez wiekszych problemow. Jednak co do ziemniaka nie wiem – w domu byl tylko czosnek I cebula…

Na zakonczenie zalaczam kilka fotek. Odkrylam ze lodka dla pletwonurkow jest fantastycznym miejscem na robienie zdjec, czego nie omieszkam wykorzystac. Ale po pierwsze – najpierw naprawie aparat (niestety znow sie popsul), a po drugie dam Instruktorowi troche odpoczac po tym kursie zanim napisze z ta jakze radonsa prosba…


Dobra, nie wiem jak powiekszyc te male literki.... :P


1 comentario: