viernes, 11 de febrero de 2011

to co zaskakuje nawet gdy juz nie powinno


Zyje, zyje. Ale coz toz a zycie jest ¿ ;)

Ale na powaznie. Zyje. Przezylam caly wyjazd doWenezueli, ani rrazu mnie nie napadli (chodz chwile grozy bywaly), ani razu mnie nie okradli (jak to przewidywal optymistycznie moj szef) ani mnie nie zgwalcili ani tez nikt mnie nie skrzywdzil na zaden inny sposob. I generalnie zakupienie biletow do Wenezueli bylo chyba najlepszym pomyslem w moim zyciu.

Caly czas walcze z efektami jet laga. Tudziez caly czas tlumacze sobie samej i wszystkim na okolo moje lenistwo efektami jet laga. Im dalej od powrotu do Barcelony zaczynam tez troche zalowac, ze jednak nie zostalam w Canaimie jak mialam okazje. Powoli odchodze od myslenia “dobrze ze nie wzielam ze soba laptopa, bo wtedy na pewno bym nie wrocila majac juz wszystko – wlasny komputer, aparat, ciuchy I krem z filtrem – co mi wiecej potrzeba” na rzecz myslenia “szkoda, ze nie wzielam ze soba laptopa…” Jeszcze troche i naprawde zaczne zalowac.

W kazdym razie rozpoczecie podrozy niemal prosto z imprezy w Chisconie bylo pomyslem niemal idealnym, poniewaz po krotkich zachwytach samolotem zasnelam ze zmeczenia jak dziecko, jeszcze zanim samolot na dobre ruszyl na pas startowy. Samego startu juz nie pamietam, pamietam za to dwie poduszeczki i dwa kocyki, ktorymi przykryl mnei chlopiec lecacy na siedzeniu obok.

a tak Olek wyglada po imprezie i przed prawie 10 godzinami lotu.

Samolot byl duzy, pierwszy raz widzialam na zywo samolot z 3 rzedami siedzen, telewizorkami, filmami do wyboru, muzyka etc etc. A ludzi na lotnisku w Madrycie bylo tyle, ze w pewnym moemncie balam sie, ze mnie nie zdaza odprawic i wakajce bede zmuszona spedzic w Madrycie..Na szczescie do tego nie doszlo.

Ogladajac filmy, sluchajac muuzyki, jedzac, pijac, spiac I rozmawiajac z milym chlopcem, ktory przykryl mnie kocykami gdy spalam, nawet nie zauwazylam jak uplynelo prawie 10 godzin I radosnie wyladowalismy w Caracas. Po pomyslnym przejsciu jakis 5 kontroli przed odebraniem bagazu I jakis 3 kontrolach po odebraniu bagazu pozwlono mi sie ruszyc dalej.

Tuz po przekroczeniu progu hali glownej zostalam dopadnieta przez chyba 8 taksowkarzy oferujacych mi swoje uslugi, a gdy po 15 minut udalo mi sie wytlumaczyc, ze nie jestem zainteresowana, zaczeli mi masowo oferowac swoje uslugi w zmianie pieniedzy (w gwoli wyjasnienia, zadnych pieniedzy nie mozna zamienic na bolivary poza granicami Wenezueli. Zeby bylo zabawniej w samej Wenezueli mozna je zamienic na 2 sposoby – w oficjalnych punktach, gdzie kurs wynosi okolo 6 bolivarow za 1 euro, lub wymienic je na ulicy, gdzie w Caracas kurs wynosi okolo nawet 11 bolivarow za 1 euro. Roznica subtelna). Co bardziej paranoiczne, oni zaczynaja mowic do mnie po hiszpansku, ja odpowiadam rowniez po hiszpansku wiec panowie plynnie przechodza na angielski I mowia to samo co wczesniej tylko po angielsku, nic tylko czekac az zaczna mowic po polsku. Z lekkim przerazeniem zaczelam sie rozgladac za Hugo, ktory mial na mnie czekac z karteczka z moim imieniem. Hugo neie bylo, a taksowkarze oprawie na sile zaczeli mnie ciagnac w druga strone lotniska, Bog jeden wie po co, bo ja bladego pojecia do tej pory nie mam, ale przez moment przebiega mi przez glowe pytanie czy to aby nie przypadkiem pierwszy I ostatni dzien mojej wycieczki. Na szczescie Hugo niczym superbohater zjawia sie na lotnisku, zabiera moj plecak a mnie wrzuca do autka I smigamy do Caracas. Smigamy to troche za duzo powiedziane, bo juzza drugim zakretem wpadamy w korek, ktory ciagnie sie az do centrum miasta.


Pani Babcia

Caracas zostalo zalozone przez Diego de Losade w 1567 roku I Wikipedia klamie mowiac, ze mozna ogladac spektakle w licznych duzych teatrach. To nie jest prawda. Duzych teartrow w Caracas jest sztuk 1. Generalnie Wikipedia przedstawia Caracas jako cenrum handlu, przemyslu, edukacji I zycia towarzyskiego. To tez klamstwo. Ostatnio Caracas zostalo uznane ze najniebezpieczniejsze miasto w Ameryce Lacinskiej I jedno z naniebezpiczniejszych miejsc na swiecie. Nie chodzi tylko o kradzieze etc. Chociaz w kradziezach roznica miedzy Barcelona a Caracas jest bardzo prosta - w Barcelonie nawet nie wiadomo kiedy Cie okradaja. W Caracas wiadomo dokladnie – okradaja cie dokladnie w tym momencie kiedy podchodza / podjezadzja na motocyklu do ciebie z nabita i odbezpieczona bronia (ogladalo sie te CSI oj ogladalo) wycelowana w twoja buzia i slowami “daj mi wszystko co masz cennego”. Po 18:00 nie ma ludzi na ulicach. Autobusy i metro niby jezdza, ale nikt z nich nie korzysta poza bardzo zaawansowanymi masochistami chyba,. Jezeli po zmroku chce sie gdzies wyjsc, nalezy wziac taxi. Nie ma z reszta sensu brac taxi, bo wszystko po 18:00 jest zamknite. Jezeli sa jakies bary, w ktorych sa ludzie, to bary te ze wzgledow bezpieczentwa zamykane sa od srodka a ludzie wypuszczani z nich szybko i na wlasna odpowiedzialnosc. Wynikalby z tego, ze boja sie wszyscy poza taksowkarzami, ale to tez nieprawda, oni tez sie boja. W koncu co roku srednio zostaje zamordowanych okolo 100 taksowkarzy w Caracas, co daje wynik – 1 martwy taksowkarz co 3, 65 dnia. Malo optymistyczne prawda??

Generalnie jezeli ktos wybiera sie do Caracas nie radzilabym za bardzo kierowac sie informacjami zawartymi w wikipedii tym razem, czasy swietnosci 1810 roku kiedy to byl to osrodek buntownikow Simona Boliwara juz dawno tu minely. 70 % miasta obecnie zajmuje tak zwane “barrios” – dzielnice nedzy i zarazem najniebezpieczniejsze miejsca miasta. Mieszkaja tam ludzie przybyli z innych stron kraju bez pieniedzy i mieszkan i stawiali “domy” z byle czego. To tak w ramach genezy barrios, favel w Brazylii i dzielnich nedzy w innych miastach Ameryki Lacinskiej. Bardzo szybko barrios staly sie centrum przestepstw, prostytucji, narkobiznesu etc etc. Jezeli ktos chce popelnic oryginalne samobojstwo zapraszamy do barrios.Jezeli ktos lubi bic bity, gealcony i okadany – zapraszay do barrios. Po inne “przyjemnosci “ rowniez. Ostatnio pojawilo sie podobno killka film specjalizujacychsie w “sportach ekstremalnych” organizujach po kilka tysiecy euro krotkie wycieczki do barrios, opancerzonymi jeepami, pod ochrona uzbrojonych straznikow etc etc. W kazdym razie obecnie jest podobno gorzej niz w favelach “Miasta Boga” - dzieciaki chodza z bronia etc etc. A prostytutki podobno uprawiaja milosc francuska za 10 bolivarow – sami sobie to przeliczcie, bo mnie wynik za bardzo przeraza.

Pani Mama

Tak wiec stoimi z Hugo w tym korku i stoimi, przed nami do pokonania 2 tunele i 3 mosty. Razem z name stoja samochody – nowe i stare, na ktore jak sie patrzy nieodmiennie kojarza sie z samochodami z Kuby, ktore podobno sa z lat 50 a caly czas dzialaja. W korku stoja tez autobusy pelne ludzi wracajacych z plazy. Ludzie a autobusach (nie wiem jak bo scisinieci sa jak sardynki) tancza. Merenge i regeeton slychac bardziej niz cokolwiek innego. Wyciagam aparat by sprobowac, mimo ciemosic porobic jakies zdjecia, jednakze Hugo mowi “ lepiej go schowaj”. Nie musze sie dlugo zastanawiac dlaczego- Hugo opowiada mi o motycyklistach ktorzy podjerzaja do autka, wybijaja szybe i grozac bronia biora sobie to co chca. Dlateg wlasnie wszystkie samochody maja przyciemnione, zeby nie powiedziec – zaciemnione boczne i tylne szyby.

Po jakiejs 1.5 godizny korku zaczynami dojezdzac do samego Caracas. Widok w nocy jest po prostu niesamowity (oczysicie nie moge go sfotografowac) – mnostwo mnostwo mnostwo swiatel. Nigdy w zyciu nie widzialam tylu swiatel. Tak jakby ktos obkleil gory cala chmara robaczkow swietojaskich. Po przelknieciu pierwszego zachwytu i podnoszac lekko szczeke z kolan pytam Hugo “Hugo, a gdzie sa te slynne dzielnice nedzy, z biednymi dziecmi i wielodzietnymi rodzinami zyjacymi za 1 dolara 3 dni??, gdzie te dzielnice nedzy, ktore mialay mnie przywitac w Caracas?”. Hugo lekko odpowiada “ po twojej prawej Ola, po twojej lewej Ola, przed toba Ola a teraz juz nawet za toba Ola”. Hugo wyjasnia mi, ze dzielnice sa nedzne tylko z nazwy. Ze nie ma juz barrios bez pradu, nie ma juz barrios bez gazu (czy jest on legalny to juz inna kwestia), nie ma juz barrios bez internetu, nie ma juz domu w barrios bez plazmy, zajebistego kompa i sprzetu muzycznego. I ze generalnie o takim sprzecie jaki maja domy w barrios wielu Wenezuelczykow moze sobie tylko posnuc niesmiale marzenia.


Gabi i Carolina

W koncu dojezdzamy do domu Gabiego – ktory jest moim hostem w Caracas. Szybkie przygotowanie sie i spadamy na male spotkanie urodzinowe brata Caroliny – narzeczonej Gabiego. Poki co dobrze znosze zmiane czasu i mimo ciemnicy nie przestaje sie niczemu dziwic po drodze. Najbardziej uderza mnie brak ludzi – przejezdzajac przez cale centrum (dosc spore) naliczylam ich 5. A nie jest jeszce pozno a poza tym to cholerne centrum miasta!!! Gabi lekko i z uroczym usmiechem kwituje sprawe “witaj w Caracas Olita”


Carlos w objeciach Mucci

Druga rzecza, ktora troche mnie bije po oczach mimo nocnej pory sa kraty w oknach. W Warszawie tez mamy kraty w oknach i jest to calkiem logiczne zwazywszy, ze mieszkamy na parterze, a naszym marzeniem nie jest totalne okradzenie mieszkania. Jednakze w Caracas wszystkie pietra (Gabi mieszka na 7 pietrze) maja kraty w oknach. Wszystkie.

Urodziny Carlosa okazuja sie byc klasyczny rodzinnym spotkaniem, jest Babcia, jest Mama, jest brat, jest dziewczyna brata (na niebotycznie wysokich i niebotycznie czerwonych szpilkach), jest kuzyn, jest Carolina, jest Gabi, jestem ja i dwa psy. Jeden non stop w moich obejciach drugi z racji tego ze jest z natury agresywnym bullterrierem i potrzebuje czasu zaby mnie zaakceptowac – wiekszosc wieczoru spedza samotnie w lazience. Kiedy wszyscy dowiaduja sie, ze mozna ambitnie powiedziec iz mowie po hiszpansku czuje sie niemal adoptowana. Dostaje w prezencie wlasnego pieska (niestety zalatwienie pozwolen na transport do Bareclony trwa za dlugo i obecnie piesek jest na odlegosc w Caracas moj). Pani Mama z Pania Babcia skacza do kuchni i pichca mi lokalne przysmaki, wyciagaja kolejne piwka z lodowki etc etc. Czuje sie doszczetnie i az po ostatnie komorki w palcach stop rozpieszczona.


z moim psem z Caracas


Mucca

Z drugiej strony moge sie rowniz wypytac o sytuacje i zycie w Caracas, o Chaveza, o prace, o studia i o wszystkie kwestie ktore mnie interesuja.


Okolo 1 rano wychodzimy ze spotkania, ja tak najedzona, ze ledwo niose wlasny brzuch. Kilka minut przed wyjsciem zadzwonilismy po taksowke, jednak gdy zeszlismy na dol – auta jeszcze nie bylo. W normalnej sytuacji w Warszawie czy w Barcelonie grzecznie poczekalabym na ulicy te kilka minut. Tutaj jednak nie wychodzimy z budynku tylko czekamy na korytarzu.Calkowicie zdziwiona mowie “ale co nam moga zrobic jak nie ma nikogo na ulicy??”. Gdy jednak taksowka w koncu przyjezdza i szybko do niej wsiadamy tuz za rogiem migneli mi malo zachecajacy mlodziency, z ktorymi wolalabym sie nie spotykac nawet za dnia na komisariacie policji.

Dzien konczymy z Gabim chyba okolo 4 rano rozmowami na temat Wenezueli i zycia tutaj. Daje to zupenie inne spojrzenie na ten kraj niz mialam wczesniej. Jedyne chyba do czego mimo zmeczenia dochodze to to, ze musi byc bardzo trudno i ciezko byc Wenezuelczykiem w Wenezueli, a juz na pewno inteligentnym Wenezuelczykiem w Wenezueli. I ze trzeba byc niesamowicie dzielnym by mimo zycia w Caracas umiec sie cieszyc.

1 comentario:

  1. Ty nie uciekaj do Wenezueli bo tam to już napewno polskiego piwa się nie napijesz ;-/

    ResponderEliminar