Hugo Chavez jaki jest taki jest – a wiemy o tym wszyscy, ktorzy choc troche interesujemy sie polityka miedzynarodowa. Jest jednym z najbardziej zadziwiajacych przywodcow na swiecie. Zrobil wiele ciekawych rzeczy – zalozyl tysiace szkol boliviarianskich (niby idea fajna, ale niestety malo z tych szkol funkcjonuje), wprowadzil bony na obiady, dodal jedna gwiazdke na fladze, zaprzyjaznil sie z Fidelem Castro, sprowadzil do Wenezueli lekarzy z Kuby ktorzy, wg opinii Wenezyelczykow lecza krwia z kozla (wspominalam juz o wyznawcach kubanskiej Santerii, prawda??), zmienil kierunek biegu konia z herbu tak by biegl on w lewo a nie w prawo (tak, jak najbardziej ma to podloze polityczno- ideologiczne), pozbyl sie kraju Fanty i Red Bulla (a Coca Cola ma bardzo specyficzny smak i nie wierze, ze jeszcze gdzies smakuje tak jak Wenezueli, to nie zart), wystawil w wenezuelskim Panteonie flage Kuby, dodal pol godziny do roznicy czasowej miedzy naszym czasem a czasem wenezuelskim … taaaa. To naprawde wszystko sa fakty. Ale przede wszystkim Hugo Chavez wprowadzil wszechobecny kult Simona Bolivara – wyzwoliciela. O samym Bolivarze mozna poczytac tu:http://pl.wikipedia.org/wiki/Sim%C3%B3n_Bol%C3%ADvar Od 1999 roku Wenezuela nie jest juz Wenezuela, ale Boliwarianska Republika Wenezueli (tak, tego tez dokonal Hugo Chavez), w kazdym miescie, nawet najmniejszym jest pomnik Bolivara (nawet w Mochimie, ktora jest naprawde malutka), 75 % (tak na moje oko) pieknego graffiti w Caracas to graffiti z Bolivarem albo o Bolivarze (reszta to pochwala socjalismu Chaveza).
wszechobecne bezdomne psyDlatego wlasnie tak wazna role w kulcie Simona Bolivara odgrywa miasto Bolivar – miasto w koncu funkcjonujace na czesc Bolivara. W przewodnikach przedstawiane jako kolonijne (odnowiona czesc starowki istotnie jest kolonijna i dobrze zachowana, ale odnowiona czesc starowki to tylko ta wokol budynkow rzadowych), kolorowe, sympatyczne, spokojne, sielankowe wrecz. Moze i takie bylo. Ta. Moze jakies 3 lata temu. Mialam okazje porozmawiac z kilkoma ludzmi mieszkajacymi tam na stale – Paulem – Belgiem (9 lat w Ciudad Bolivar) – pracownikiem posady w ktorej sie zatrzymalam (nota bene – kurcze pokoj z wiatrakiem, oknem i podwojnym lozkiem – 12 eur!!!!!!), powiedzial mi, ze owszem, jakies 2 – 3 lata temu bylo tu calkiem bezpiecznie, a teraz co? A teraz jadac samochodem po ulicy dostal w przednia szybe kamieniem. Gabriela y Enzol – mlodziutkie malzenstwo, ktore ze wzgledow pracowniczych przenioslo sie z Caracas do Ciudad Bolivar – otwarcie mi mowi, ze Ciudad Bolivar jest duzo bardziej niebezpieczne od Caracas. John – Aglik – 11 lat w Ciudad Bolivar – po zmroku nie wychodzi nie wychodzi juz z domu… Przyklady naprawde mozna mnozyc. A ogrod botaniczny tam wcale nie jest taki ladny i zielono – zachecajacy jak na zdjeciach w Wikipedii.
I jeszcze jedna rzecz – gdyby ktos sie do Ciudad Bolivar wybieral – nie radze korzystac z damskiej toalety (jak z meska nie wiem) – na cztery kabiny wszystkie cztery sedesy zepsute (I brudne), ten jeden co wygladal jakby dzialal (a nie dzialal tak naprawde) nie ma drzwi, umywalki nie dzialaja ale za to jest ogromna, zardzewiala, metalowa beczka wypenionia substancja o kolorze ropy naftowej (ale pani w toalecie uparcie twierdzi, ze to swieza woda) po ktorej unosi sie tlum cial wszelkiego rodzaju robactwa. A za to wszystko trzeba zaplacic 2 boliwary!!!! 2 boliwary niby nic, ale po luksusach w autobusie i naprawde, jakbyscie zobaczyli ta toalete to byscie zrozumieli!, w kazdym razie jak odmowilam zaplacenia owych 2 boliwarow to pani malo sie na mnie nie rzucila z piesciami.
A poza tym to naprawde duzo 2 boliwary za toalete, nawet dzialajaca. 5 bolivarow kosztuje bardzo smaczna i sycaca empanada ( a tak wyglada wenezuelska empanada: http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://mujeresdetila.com/wp-content/uploads/2010/08/empanadas-venezolanas.jpg&imgrefurl=http://mujeresdetila.com/tag/las-empanadas-venezolanas&usg=__f38Y2S1074bjqjn2MYxUIk3SPSA=&h=267&w=400&sz=24&hl=es&start=0&zoom=1&tbnid=dYSOruvYRuFXEM:&tbnh=162&tbnw=220&ei=_C6KTYrTG8btOZaJ7cgN&prev=/images%3Fq%3Dempanada%2Bvenezolana%26hl%3Des%26biw%3D1024%26bih%3D677%26gbv%3D2%26tbs%3Disch:1&itbs=1&iact=rc&dur=456&oei=_C6KTYrTG8btOZaJ7cgN&page=1&ndsp=12&ved=1t:429,r:2,s:0&tx=121&ty=93)
No.
Na miejscu zrobilam sobie maly spacer. Chodzilam po ulicach robilam zdjecia i jak sie potem zorientowalam tylko cudem nie stracilam apartow. I obserwowalam ludzi. I co zadziwiajace – widac w nich strach. Chodza i sie rozgadaja, a strach widac w oczach, w ruchach, w spojrzeniu. We wszystkim. A co ciekawe i absurdalne – nie, nie sa smutni ani przerazeni. Sa wrecz weseli i sympatyczni. Tylko sie boja. I to widac.
Skuszona wenezuelskimi ciuchami i promocjami weszlam do jednego ze sklepow przy nadbrzeznym deptaku. Rowno z przekroczeniem przeze mnie progu sklepu zaczelo w odleglosci pol metra lub mniej, doslownie krok w krok chodzic za mna wenezuelskie dziewcze pracujace w sklepie i sprawdzajace czy nie kradne, po kilku rundkach wokol jednej polki caly sklep sie smial, ale dziewcze dzielnie za mna dreptalo. Po 15 minutach jednak zabawa mnie znudzila i wyszlam.
W Boliwarze na ulicach zaskoczyl mnie zmrok. Gdy wychodzilam z posady nic nie wskazywalo na to ze zmrok moze mnie zaskoczyc tak predko. Wraz z zapadnieciem zmroku z ulic znikneli ludzie. Zostaly tylko smieci, bezdomne psy i bezpanskie koty i zboczency, ktorzy jakims cudem w tym mroku dostrzegali kolor moich oczu i zaczeli za mna wolac "hej, piekna brozowooka, potrzebujesz towarzystwa??" i tego typu teksty po angielsku (a naprawde po tym co slonce uczynilo z moja skora w Mochimie daleko mi bylo do atrakcyjnosci). Majac oba aparaty w torbie, gotowke, paszport i patrzac na tych panow zazwyczaj 3 razy wiekszych ode mnie w kazda mozliwa strone, poczulam sie , hmmm, nieco zagrozona. A do Posady droga daleeeka.
przewedrowalam chyba z jedna trzecia Bolivaru (oczywiscie usilujac pojsc na skroty zeby bylo szybciej),zlana potem, z nogami jak z waty, z roztrzesionymi dlonmi, z sercem w przelyku i zoladkiem w pietach, z kazda chwila i kazda ciemna uliczka bardziej przerazona. Z 4 razy potknelam sie na kraweznikach (krawezniku tutaj siegaja mi do kolan, nie klamie i nie przesadzam) az w koncu zobaczylam zapalone swiatlo i otwarte drzwi. Nie na myslajac sie wiele (nie zastanawiajac sie na przyklad na tym, ze czy przypadkiem nie jest to zgromadzenie chytrych psychopatow zboczencow) wparowalam do srodka,
Oczetom moim ukazal sie starszy pan, jego malutki sklepik a w sklepiku lodowka z piwem. Nie to ze moje pragnienie wypicia piwa mnie zwala z nog, bo nie. Kupilam rowniez wode. I chcialam kupic chleb, ale dogadac sie prawie nie szlo i w rezultacie skonczylo sie na zakupie chleba arabskiego i na tym, ze sympatyczny starszy Pan probowal mi wmowic, ze Polsce chleb arabski mozna kupic na kazdym rogu. Pan wiedzial lepiej niz ja, co wiecej wymienil mi kilka krajow z rejonu Europy Centralnej, ktorych nazw jak babcie kocham i jak bardzo uwazalam na lekcjach hiszpanskiego i geografi .-nazwy te slyszalam po raz pierwszy w zyciu. Ale w ramach zgodzenia sie z panem dostalam wnuka do towarzystwa, ktory w ramach eskorty odtransportowal mnie do mojej posady,.
W posadzie na progu powiedzieli, ze mialam oczy wielkoscosci talerzy i ze, nie powinnam byla wychodzic sama wiedzac, ze niedlugo zapadnie zmrok!
w koncu nauczylam sie na tym spac!
doprawy nie wiem jak to sie stalo, ze nie zauwazylam zmroku...
No hay comentarios:
Publicar un comentario