Mieszkancy Zaragozy znani sa, miedzy innymi, ze swojego specyficznego sposobu mowienia. Litere “Z” wymawiaja dzwiekiem oscylujacym miedzy “Z” i “S”. Kiedy mieszkaniec tego (uwaga informacja: 6- tego pod wzgledem liczebnosci miasta Hiszpanii) wymawia nazwe “Zaragoza” ma sie wrazenie, iz jego jezyk drga z niesamowita predkoscia jednoczesnie wyginajac sie w sposob conajmnije nienaturalny by osiagnac taki a nie inny efekt dzwiekowy I z pewnym, takim dreszczykiem emocji czeka sie ….. opluje sam siebie czy nie?????
O dziwo, zaden z nich sie nie opluwa, a przy najmniej ja jeszcze nie bylam swiadkiem takiego wydarzenia (a gdybym byla, na pewno bym tego nie zapomniala!). Ani jeden z moich nauczycieli Hiszpanskiego w Warszawie – Jose Manuel, ani moj byly wspolokator Agustin, ani moj host z tego weekendu – Alex. Ani zaden inny mieszkaniec Zaragozy. Za kazdym razem, pelna nadziei tego oczekuje I niestety nigdy do tego nie dochodzi. Zycie. Dobrze, ze nie chloszcze na innych plaszczyznach rownie mocno.
W Zaragozie bylam wczesniej raz – przez 2 godziny zrobilismy postoj w drodze powrotnej z Madrytu. Wiekszosc czasu spedzilismy w barze jedzac, a potem galopkiem udalismy sie pod katedre pstryknac kilka zdjec I nastepnie przebieglismy przez wnetrze katedry I … juz. Szczesciem dla siebie domyslilam sie, iz Zaragoza do knajpy, placu I jednej katedry sie nie ogranicza.
Widok Katedry noca, zaznaczam, ze nic nie robilam z tym zdjeciem. Zadnego photoshopa ani nic. Ono po prostu takie jest
Alex w promieniach slonca
Z tego wlasnie powodu (jak i rowniez z tego, ze Jose Manuel zawsze w atrakcyjny sposob przedstawial swoje rodzinne miasto) postanowilam spedzic ten weekend w Zaragozie. Zaragoza, zgodnie z moimi, jakze bystrymi, oczekiwaniami okazala sie byc nie tylko miastem jednej knajpy, jednego placu i jednej katedry (ale z ato z 11 kopulami). Zaragoza to rowniez miasto o najwiekszym zageszczeniu sklepow z sukniami slubnymi na jednej ulicy jakie w calym swoim zyciu widzialam (calle Don Jaime), Zaragoza to rowniez miasto, gdzie figurke swietej w katedrze caluje sie w pupe (naprawde), Zaragoza to rowniez miasto, gdzie awaryjnie moga ladowac promy kosmiczne, Zaragoza to takze miasto, w ktorym piersza rzecza jakiej dokonalam bylo zgubienie sie (nie wychodzac z dworca z reszta, ale dworzec Zaragoza Delicias jest ogromny! Ogromny! Ogromny! I tylko jedno “ogromny” zostalo uzyte w ramach autousprawiedliwienia). Zaragoza to miasto momentami przerazliwie zimnego i wrzynajacego sie w kosci wiatru a momentami robierajacego z kurtek slonca. Zaragoza to miasto ukrytych w katedrze La Seo figurek Krzyzakow (bardzo ukrytych, przez godzine “szwedania sie” po tej swiatyni – naprawde pieknej z reszta – ich nie znalazlam – wnioski 2 do wyboru: 1. Albo wikipedia klamie i Krzyzakow wcale tam nie ma albo 2. Wikipedia nie klamie i Krzyzacy sa naprawde dobrze ukryci). Zaragoza to generalnie bardzo przyjemne i sympatyczne miasto.
Dworzec Zaragoza Delicias w swietle juz bardzo bardzo zachodzacego slonca
Autobus jedzie z Barcelony jakies 3, 5 godziny wiec spokojnie mozna sie po pracy w piatek wybrac i juz o 23 byc w Zaragozie, po to by juz o 23:05 byc zgubionym w Zaragozie. Naszczescie Alex – moj host zna swoje miasto duzo lepiej niz ja – wiec po kilku minutach i wskazowkach w stylu “wiec widze przed soba to i to a obok siebie to i to” mnie odnalazl. Alex jest przeuroczym i pelnym energii mlodym czlowiekiem zawodowo zajmujacym sie nauczyczaniem dwudziestu czterech sztuk czterolatkow. Alez mieszka w uroczym mieszkaniu 20 kilka km za Zaragoza, w mieszkaniu tym niestety akurat w ten weekend zabraklo ogrzewania i cieplej wody. Mialam wiec okazje poczuc sie jak wtedy gdy lat mialam 3 do 8 lat i jezdzilismy na wakacje na dzialke i jeszcze wtedy nie bylo tam cieplej wody i tez ja musielismy gotowac zeby sie umyc. Roznica tylko taka, ze tym razem miske zastapila wanna a Mystkowice – miescinka pod Zaragoza. Co i tak nie popsulo i nie zmniejszylo uroku tego wyjazdu. Ba! Nawet spanie pod 5 koldrami tego nie popsulo. Ba! Nawet wyjscie w sobote z domu i odkrycie (po 1,5 godziny spedzonej pod koldra jedzac sniadanie i starajac sie tak manewrowac swoimi koczynami by jak najmniej je wystawiac spod koldry), ze na dworzu jest duzo cieplej niz w domu tego nie popsulo!
opowiesc drogi, zdjecie drogi. Futurystyczne i dadaistyczne zdjecie drogi z Zaragozy do domu
Zaragoza jest mala, ale pelna uroku. Cala sobote niemal poswiecilam na zwiedzanie. Klasyczne. Z wydrukiem z wikipedii w reku i Alexem u boku przemaszerowalismy przez cale centrum. Bylismy w Katedrze Nuestra Señora de Pilar ( tej o 11 kolumnach) – gdzie – jak to ostatnio sie dzieje gdy wkraczam do jakiegokolwiek kosciola – wlasnie odbywal sie slub (pod z reszta naprawde imponujacym oltarzem – niestety – jak to wujek Mory mowil – koza jedna wzielam ze soba tylko jeden obiektyw i to akurat ten ktorym nie dalo sie calego oltarza uchwycic). Katedra jest imponujaca, ale prawie wszystkie katedry na swiecie to do siebie maja, ze sa imponujace. Ta z daleka przypomina troche Hagia Sofia, powstala na przelomie XVII i XVIII w. a Najswietsza Maria na Kolumnie (ta ktora sie caluje w pupe) podobno w roku 40 naszej ery ukazala sie Sw. Jakubowi.
prosze mi tylko tego nie tlumaczyc jako aluzje od opatrznosci, ja za mloda mentalnie jestem na takire drastycznerzeczy
Widzialam la Lonja, widzialam ruiny starych murow Zaragozy, widzialam jeden z odnowionych fragmentow z okazji Expo, widzialam mala zabke plujaca na Cezara, widzialam Alkazar w nocy (jesli jeszcze kiedys wybiore sie do Zaragozy, na pewno nie omieszkam wybrac sie tam w dzien, ale ilez juz razy mowilam, ze nie omieszkam czegos zrobic jesli jeszcze raz gdzies dane mi bedzie pojechac?????? Dziekuje, odpowiedzi nie sa konieczne, to pytanie retoryczne).
Zabka,
niby proste i logiczne - a jakze urocze w swojej prostocie, znak ten umieszczony jest na fontannie i mowi o tym, ze nie pozwala sie na fotnanne wchodzic, poniewaz grozi to upadkiem
podpis wydaje mi sie zbedny, ale jesli ktos by sie nie domyslil to zdjecie przedstawia male chinskie dzieci bawiace sie banskami mydlnymi na jednej z ulic Zaragozy
tak, to fragment Alkazaru poznym wieczorem
a to alejka na przeciwko.
Najbardziej zaskoczyla mnie katedra La Seo. Nie dlatego, ze nie znalazlam Krzyzakow. Nie dlatego, ze budowe rozpoczeto w XII w a skonczono w XVII. Nie dlatego, ze moim calkowicie prywatnym i osobistym i calkowicie, az do bolu subiektywnym zdaniem jest najpiekniejsza katedra w Zaragozie, i nie dlatego, ze jest fantastycznym wymieszkaniem baroku z arabskim stylem (naprawde imponujacym). Ale dlatego, ze wejsc do niej jest bardzo bardzo ciezko. Jest to niemal jak stoczyc boj z dwoma uzbrojonymi Krzyzakami na wejsciu, a samemu bedac jak ta Danusia bezbronna. Sprobowalismy jeden raz i nam powiedziano “teraz nie mozna, przyjdzcie pozniej”. Lekko zdziwieni udalismy sie zatem w dalsze zwiedzanie. Za drugim razem przyszlam juz sama i uslyszalam cos na co nie znalazlam zadnych slow – “teraz nie mozesz wejsc, bo jest msza i dlatego nie mozna”. Tym krotkim zdaniem zostalam zmasakrowana intelektualnie i emocjonalnie. Naszczescie nie na tyle, by nie sprobowac dnia nastepnego. Nastepnego dnia zatem, zaraz po smniadaniu i kapieli mogacej uchodzic za sport ekstremalny, w pelni wojwniczym nastroju i z nastawieniem “tym razem, kurcze, wejde tam i zwiedze!!!” stanelam u wrot katedry. I tym razem nikt mi zadnych problemow nie robil (zapewne z powodu gromow rzucanych moimi wscieklymi oczami), powiedzieli “zaplac tej uroczej pani w kasie 4 euro i mozesz smigac”… Osobiscie jestem zdania, ze za wchodzenie do miejsc religijnie switych nie powinno sie placic. Ale cos. Kadedra La Seo jest piekna i imponujaca Naprawde. Zdjecia nie byly przerabiane w photoshopie. Tam naprawde taka wlasnie gra swiatla z cieniem sie odbywa.
Zaragoza rowniez posiada niesamowite ruiny rzymskie. Oczywscie calych nie zwiedzialam. Przeszlam sie tylko w sobote wieczorem po rzymskiej kloace, ktora chyba jest najbardziej imponujaca toaleta jaka widzialam w swoim krotkim zyciu. W niedziele zaraz po obiedzie (jeszcze przed Katedra La Seo) i kapieli (tak - tej ekstremalnej) o godzinie 14:30 radosnie udalam sie zwiedzac reszte rzymskich ruin (zostal mi port i cos jeszcze, nie pamietam co). Oczywiscie o tej porze w niedziele juz ruiny byly zamkniete. Termy rzymskie, ktore chcialam zobczyc – rowniez (moglam sobie na nie z gory przez szybke popatrzec.)
fragment rzymskiego amfiteatru
Ale bylam tez w muzeum, bylam tez na bardzo ladnym placu Sitios i generalnie Mama moze byc ze mnie dumna.Na imprezce tez bylam. O 6 rano juz prawie plakalam z glodu i ze zmeczenia i z bolu oczu od dymu (odkad rzucilam palenie zrobilam sie wrazliwa jak prawdziwa dama o blekitnej krwii). Okazalo sie, ze Alex nie potrzebuje spac, nie potrzebuje jesc i generalnie wystarczy mu tylko zmieniac pusta szklanke na pelna szklanke sidry i Alex zmienia sie w prawdziwe SZCZESLIWE DZIECKO. Skacze, usmiecha sie, zartuje, tworzy, fantazjuje, wymysla glupie klubowe gry (nie, nigdy wiecej nie bede buziakowac i przytulac obcych mezczyzn w barach tylko dlatego, zeby nie stawiac kolejki wszystkim zgromadzonym przy naszym stoliku), smieje sie jak glupek, wygina myslac, ze tanczy, spiewa i swawoli. Nic tylko patrzec i sie smiac ;)
fragment bardzo ladnego pomnika na placu Sitios. Na tablicy informacyjnej wspomniane jest, iz Zaragoza zostala podbita przez oddzialy Napoleonskie, nie jest natomiast wspomniane, ze ogromna role w tym podboju odegraly oddzialy polskie. Probowalam nauczyc Alexa, ze tak naprawde to Polacy zdobyli wtedy Zaragoze, ale jakos nie mogl mi uwierzyc
Generalnie – Zaragoza na tak. Zdecydowanie na tak. Jest mila i urocza i ma do zaoferowania duzo i milych i usmiechnietych mieszkanscow (poza jednym panem w jednym sklepie, ktory mi nawet nie raczyl wytlumacz jak mam gdzies dojsc, mimo iz miejsce to bylo doslownie za rogiem). I kierowcy w autobusach rowniez. Tylko ten dworzec… Jest tak ogromny, ze malo nie zostalam w Zaragozie na zawsze szukajac swojego peronu.
To co naprawde jest fajna incjatywa w Zaragozie, to to, ze mlodzi ludzie ZA DARMO (!!!) czyszcza i odnawiaja stare zniszczone place w mniej bezpiecznych regionach miasta i przerabiaja na place zabaw, boiska do koszykowki etc etc. Wszystkie te miesca ozdobione sa fantastycznym graffiti.
i jeszcze jedni mlodzi ziomale z Zaragozy
Hehehe od maja mam tego bloga, a dopiero teraz odkrylam jak dodawac wiecej niz jedno zdjecie za jednym zamachem, Chytrze chytrze
p.s. ciekawostka - flaga Aragonii jest bardzo podobna do flagi Katalonii. Rozni je tylko to, ze na tej z Aragonii umieszczony jest herb tejze. Jak odpowiednio powiewaja na wietrze to mozna sie pomylic i pomyslec ze ratusz w Zaragozie jest pelen zwoleninnikow wolnej Katalonii
















No hay comentarios:
Publicar un comentario